Chorwacja 2018 – dzień po dniu

Było już o tym jak się przygotować i na co uważać jeśli chodzi o taką wyprawę. Teraz napiszę konkretnie, dzień po dniu, jak to wyglądało w moim przypadku. Z jednej strony przygoda, którą warto zaliczyć przynajmniej raz w życiu. Z drugiej strony poważne niebezpieczeństwo, niekiedy z przypadku, niekiedy z własnej głupoty. Jednak zawsze się to miło wspomina.

Przygotowania

Jak się spakować… jakbym chciał zabrać wszystko to się nie zmieszczę nawet do samochodu. Z drugiej strony nie potrzebuję góry ubrań, kompletu kuchennego i przenośnego warsztatu. Kombinezon będę miał na sobie, kask i rękawice to samo… ok. Reszta w bagaż. Tylko jak to spakować żebym później za długo tych rzeczy nie szukał. Trzeba coś wymyślić.

VFR800 ma pod kanapą stosunkowo dużo miejsca. Upchałem tam wszystkie narzędzia jakie mogłyby mi się przydać. Oczywiście paczka trytytek, dwie rolki taśmy izolacyjnej, jakieś zapasowe śrubki… wszystko to trafiło pod siedzenie i właściwie tyle tylko tam się zmieściło. Zostało trochę grubszych narzędzi i materiałów, np. srebrna taśma, zestaw naprawczy do opon i pompka do pompowania kół (jakoś nie ufam nabojom na CO2). Zebrałem to w jedną grubą reklamówkę i włożyłem do jednego z bocznych kufrów na samo dno z nadzieją, że nie będę tego potrzebować. Do drugiego bocznego kufra na dno poszły słoiki z gotowymi daniami… no co, trzeba coś jeść 😛 Zostało jeszcze spakować kuchenkę turystyczną. Wolne miejsce uzupełniłem ubraniami i bielizną. Kilka worków na śmieci, które przydadzą się na różne rzeczy, nie tylko na śmieci. Jakieś mydło, jakiś proszek do prania, nieduża miska…  do kufrów bocznych włożyłem w zasadzie wszystko. Kufer centralny został pusty. Co nie znaczy że będzie pusty.

Do kufra centralnego włożyłem to, co może mi się przydać w czasie postoju czyli woda, coś do jedzenia w czasie drogi, jakiś zwilżony ręcznik żeby można było się przetrzeć. Pozostałe miejsce zostawiłem sobie na okazję jakby trzeba było wejść do jakiegoś sklepu czy restauracji to kask sobie chowam do kufra.

Namiot, śpiwór i wszystkie inne rzeczy biwakowe włożyłem do osobnej torby, którą planowałem przypiąć na tylnej części kanapy, na miejscu pasażera. W teorii ma mi to ułatwić rozbijanie się na nocleg – zdejmuję tylko tę torbę i tam jest wszystko co potrzeba do szczęścia aby się przygotować do spania. Tyle teorii.

Został jeszcze tankbag, do którego włożyłem drobiazgi, głównie związane z kablami, bateriami, ładowaniem, powerbankiem itd. Umiejscowienie tego na zbiorniku pozwoliło mi na wygodne podłączenie dowolnego urządzenia pod ładowarkę USB, którą mam zamocowaną przy kierownicy. Tak więc w razie potrzeby mogłem sobie jakieś urządzenie włożyć w ten tankbag i podładować z w/w ładowarki.

Ok, jestem już spakowany. Jutro o 5.00 wyjazd (wyjeżdżam z Opola). Plan jest taki, że jadę drogami nie płatnymi w stronę wybrzeża Chorwacji, najlepiej gdzieś na północy. Później sukcesywnie będę zjeżdżać na południe, wzdłuż wybrzeża. Ale to później. Jutro mam zamiar dojechać tak daleko jak się da, najlepiej nad samo wybrzeże ale to raczej nie wyjdzie bo to za daleko. Nigdy nie jechałem w trasie odcinków dłuższych niż 400-450km a do Adriatyku mam w najlepszym wypadku 980 km. Zobaczymy jak wyjdzie. Najważniejsze jest abym zabrał wszystko i żebym wyjechał o 5.00 rano. Tak się umówiłem z Marcinem, który jedzie z Gorzowa Wielkopolskiego już dzień wcześniej, wieczorem. Mamy spotkać się gdzieś po drodze, w bliżej nie określonym miejscu. To będzie zależało od tego gdzie on dojedzie przez noc i czy mi się uda wyjechać na czas… zobaczymy. Na szczęście mapy Google mają możliwość udostępniania własnej lokalizacji więc jakoś się znajdziemy.

Jest strach. Nigdy wcześniej nie wybierałem się samotnie pod namiot na tak długo i tak daleko. Będzie co prawda Marcin ale umówieni jesteśmy tak bez żadnych konkretów. Jedyne co wiemy, to że obaj jedziemy na Chorwację w takim samym terminie. Ja nie wiem jakie on ma plany, on nie wie jakie ja mam. Być może on będzie miał inne pomysły niż te moje… chociaż w sumie ja nie mam żadnych pomysłów oprócz tego, że mam przejechać wybrzeże i zorientować się co do możliwości spędzenia wakacji rodzinnych rok później (w 2019 roku). W zasadzie to cały mój plan. Nie wiem gdzie będę spał, nie wiem gdzie i co będę jadł. Nie jestem w stanie tego zaplanować bo nie wiem jakie odcinki będę w stanie zrobić w ciągu jednego dnia. Chciałbym oczywiście czas wykorzystać maksymalnie, czyli jak najwięcej przejechać i zobaczyć w ciągu tych 11 dni (tyle sobie dałem na tę wyprawę i takie wykupiłem ubezpieczenie Asisstance na motocykl więc przedłużenie tego terminu choćby o dzień będzie ryzykowne). Mam co prawda przygotowaną mapkę z co ciekawszymi miejscami jakie znalazłem w Internecie ale zawsze może zdarzyć się jakaś „niespodziewanka” typu awaria motocykla czy inny nieprzewidziany postój. Oby nie ale kto wie co będzie?

Jest wieczór. Wszystko spakowane. Kufry już są na motocyklu, torbę zabiorę ze sobą jak będę schodził rano. To co mam na siebie założyć jest już przygotowane, łącznie z dokumentami i portfelem… w którym jest niemal cały mój budżet, w większości w Euro. Do tego mam telefon z płatnościami mobilnymi, jest i karta kredytowa. Problem jest taki, że jest piątek, wypłata wpłynie na konto w poniedziałek a na koncie pustki. Teoria jest taka, że będę płacił gotówką. Wszędzie gdzie się da. Nie mam bladego pojęcia czy to dobry czy zły pomysł. Do portfela schowałem sobie jedynie około 100 Euro w drobniejszych nominałach, reszta w bezpieczne miejsce.

No to co… wszystko gotowe. Teraz porządnie się wyspać, rano zjeść dobre śniadanie i jechać. Nie wiadomo kiedy następna okazja na porządny sen i na jedzenie. Następne dni w najlepszym wypadku to będzie jakiś apartament, o którym wiem jedynie z opowieści. Między innymi to mam sprawdzić: jakie są możliwości zakwaterowania całej rodziny w apartamencie. Ewentualnie jakieś inne możliwości. Podstawowym miejscem do spania jakie mam przygotowane to będzie namiot z grubym dmuchanym materacem, śpiwór i zapasowy koc. Testowałem ten zestaw w czasie kilku wcześniejszych spotkań ze znajomymi ale to były zaledwie dwie noce w czasie weekendów. Teraz to będzie inna bajka… jeszcze nie wiem jak bardzo wymagająca!

Dodaj komentarz