Chorwacja 2018 – dzień po dniu

Dzień 9

Zebrałem się bardzo szybko na nogi, tak jak zapowiadałem. Moje pakowanie przebiegło niemal błyskawicznie bo dzień wcześniej w zasadzie wszystko miałem juz w kufrach. Zostało jedynie to co miałem ubrać na siebie i schować to co zostanie po śniadaniu. A Marcin? – śpi. 😀

Już się zastanawiałem czy nie śmignąć samemu żeby nie tracić czasu ale na szczęście Marcin się obudził. Szybko się pozbierał, zjadł śniadanie… i w drogę.

Tak jak zapowiadałem, troszeczkę narzuciłem tempo. Kilka kilometrów za Senj, na górskich winklach straciłem z oka Marcina. Ale to jest jedna droga w stronę domu więc na pewno mnie dogoni… jechałem dalej. W którymś momencie zobaczyłem, że jest stragan z owocami. Pomyślałem, że kupie reklamówkę owoców, niech córka i żona też coś mają z tej mojej wyprawy. Zatrzymałem się przy straganie, kupiłem owoce. Przy ruszaniu zauważyłem, że motocykl nie działa do końca tak jak powinien – rozrusznik działał ociężale ale sam silnik odpalił bez problemów. Nie wiem dlaczego, ale pomyślałem, że mam już słaby akumulator, który ponad jedną dobę stał bezczynnie, więc pewnie się nieco rozładował.

Nie ujechałem daleko. Dojechałem do miejscowości Gornyj Stupnik i silnik zgasł. Totalne zero. Rozrusznik nie kręci, w akumulatorze zero prądu. Miałem ze sobą jakiś podstawowy miernik więc pomierzyłem napięcie na akumulatorze… poniżej minimum! Trzeba sprawdzić jakie napięcia mam z regulatora napięcia i z alternatora… tylko jak to sprawdzić jak nie mam jak uruchomić silnika?

Znalazłem gościa z samochodem i z klemami, odpaliliśmy moto od jego akumulatora. Niestety, nie ma ładowania. Opcje są dwie: regulator napięcia albo alternator… zaraz zaraz, Marcin ma regulator napięcia w zapasie! Dzwonię, piszę SMS… oczywiście nie odpowiada bo jedzie. W końcu wysłałem mu rozpaczliwą informację o mojej sytuacji i z moją lokalizacją… i czekam, bo co mam zrobić? Jest sobota po 15ej i właśnie ostatnie warsztaty się zamykają. Jestem w ciemnej d…

Marcin oddzwonił. Okazuje się, że zapragnął mnie dogonić tak bardzo, że wjechał na autostradę (mijałem wjazd) i jest już prawie 300km przede mną. Ale przyjedzie. I przyjechał. Ja rozgrzebane moto, on w niezręcznej sytuacji bo też by chciał już wracać do domu a tu jakaś pierdoła potrzebuje jego pomocy… dał mi ten regulator napięcia. Podłączenie tego sprzętu do moto nie jest jakimś wyzwaniem więc zajęło mi to chwilkę… i nic! Sprawdziłem napięcia z kabli od alternatora i nic, zero. Trzeba mi gościa, który mi to przewinie, na cito bo już się robi późno!

Myślę sobie „od czego mam ubezpieczenie”. Zadzwoniłem pod podany na ubezpieczeniu numer. Agent w Polsce wszystko posprawdzał, faktycznie przysługuje mi laweta do najbliższego zakładu, który mnie jest w stanie naprawić… po około 45 minutach podjeżdża laweta.

W czasie pakowania moto na lawetę kierowca mówi, że zostanę naprawiony dzisiaj bo on wie „co mi dolega” i jest elektromechanik, który to naprawi dzisiaj. Faktycznie przekazałem polskiemu agentowi informację, że nie mam ładowania, że wysiadł mi alternator… tylko że agent przekazał tylko tę pierwszą część informacji do Chorwacji (że nie mam ładowania). Więc po przyjechaniu na miejsce „specjalista” miał nadzieję na wymianę w moim moto regulatora napięcia… niestety, ja już wiedziałem że nic z tego bo alternator martwy. Po kilkunastu minutach to samo usłyszałem od elektromechanika: alternator martwy… a że jest weekend to on może mnie naprawić w poniedziałek. Kuźwa… w poniedziałek to ja już nie będę miał ubezpieczenia, poza tym Marcin najpóźniej jutro musi być w domu. Co robić? Zniesmaczyłem się nieco bo widzę, że cały sprzęt niezbędny do przewinięcia alternatora jest może 3 metry ode mnie i w ciągu godziny jest to do zrobienia… kuźwa, chyba chce „w łapę” a ja już prawie nie mam gotówki!

Marcin wziął mnie na bok i mówi „pojedziesz na moim akumulatorze a ja wsadzę Twój akumulator w moje moto do ładowania. Jak Ci silnik zdechnie to znowu się zamienimy. I tak będziemy jechać.” Teoretycznie dobry plan. Pytanie tylko jak długo mój moto pojedzie na jednym ładowaniu? Jeśli za 20 km zdechnie akumulator to ten mój nie zdąży się naładować… i nie mamy obaj prądu. Ale nie mamy wyjścia. Jedziemy.

Pierwszy odcinek jedziemy „do oporu” czyli aż mi silnik całkowicie stanie. Nie wiem jaki to będzie odcinek. 20km? Może 300km? Jadę bez świateł i bez wszystkich dodatkowych rzeczy, które pobierają prąd. tylko sam silnik. Jak minęliśmy 100km to zacząłem mieć nadzieję, że to się może udać. Silnik odmówił współpracy kilkanaście kilometrów dalej, na autostradzie!

Szybka zmiana akumulatorów… i trzeba było Marcina odpalać „na pych”. Przy zerowym naładowaniu akumulatora to nie było łatwe. Mój oczywiście zapalił od strzała. Dogadaliśmy się, że nie będziemy przekraczać 100km tylko po około 80km zacznę się rozglądać za jakimś parkingiem a najlepiej za stacją paliw, gdzie będzie można wypić kawę i podładować akumulatory (Marcin miał ładowarkę sieciową). Tak tez zrobiliśmy. Niestety, po zmroku nie mogłem jechać bo nie miałem świateł.

To już było daleko na Węgrzech. Zaczynała już się robić szarówka i samochody mi zaczęły mrugać światłami. Zjechaliśmy na stację paliw. Zapytałem obsługę czy mogę podłączyć się do sieci i naładować akumulatory – zgodzili się bez problemów.

Moja noc wyglądała tak: siedziałem na krześle przy stoliku, za plecami miałem lodówki z napojami i podłączony prostownik z akumulatorami. Nie mogłem odejść bo każdy mógłby to wszystko zabrać i nie znalazł już bym tego. Wtedy miałbym problem! Dwa motocykle bez akumulatorów! Przesiedziałem więc tak calusieńką noc. Częściowo się zdrzemnąłem kładąc się na rękach bo już nie dawałem rady ale ciężko to nazwać drzemką bo co chwilę podjeżdżał autokar z jakąś wycieczką i ludzie „na siku”. Jedni kończyli to za moment był kolejny autokar… i tak całą noc.

Marcin się nie pierdzielił w tańcu i rozłożył się na trawniku przy parkingu ze śpiworem. Przespał całą noc, przynajmniej on był wyspany.

To był jakiś pechowy czas nie tylko dla mnie. Dojechali do nas a właściwie zostali dociągnięci znajomi Marcina. Ci sami u których byliśmy kilka dni wcześniej na kawie! Wracali z wakacji samochodem i mieli poważne problemy z jednym z wtrysków. Urwał się gwint czy coś takiego… w każdym razie silnik kaput. Tak więc było nam nieco raźniej. Miałem propozycję żeby się koło nich rozłożyć i spać… ale weź zostaw akumulatory z prostownikiem… kto tego będzie pilnował?

Dodaj komentarz