Chorwacja 2018 – dzień po dniu

PODSUMOWANIE

Była to przygoda niezwykła. Tylko / aż 10 dni na moto. No dobra, jeden dzień w Senj bez moto. Czego nas to nauczyło? Marcina na pewno tego, żeby nie pakować się na takie wyprawy z „młodym” motocyklistą, zielonym jak trawa na wiosnę 😉

Ja nauczyłem się pokory. Do siebie i do motocykla. Motocykl, nawet z taką dobrą opinią jak VFR800, nie jest niezniszczalną maszyną. Każdy motocykl może się popsuć a 1000 km od domu, w obcym kraju, to może być DUŻY problem. Nie to co w Polsce, gdzie wystarczy zadzwonić po kumpla który za godzinkę lub dwie pojawi się z busem… żeby ściągnąć kogoś taki świat drogi za granicę (i  później z powrotem!) to musiałby być naprawdę dobry kumpel. Tak czy siak trzeba by ponieść koszty takiej wycieczki a to nie są tanie rzeczy.

Druga rzecz to ubezpieczenie: UNIKAĆ TANICH UBEZPIECZEŃ!!! Ja za dużego wyboru nie miałem, bo większość ubezpieczycieli nie chce ubezpieczać motocykli starszych niż 5 lat. Moje ubezpieczenie obejmowało holowanie do najbliższego zakładu naprawczego i 5 dni w hotelu… niby fajnie ale w moim przypadku kompletnie się to nie sprawdziło. Jak chciałem aby laweciarz zawiózł mnie do innego mechanika, który byłby w stanie przewinąć mi alternator (był taki jeszcze) to usłyszałem od polskiego agenta że owszem, ale na mój koszt bo zgodnie z moim ubezpieczeniem usługa holowania do najbliższego zakładu została właśnie wykonana… i rób co chcesz.

Trzecia rzecz to nie oszczędzać na serwisie motocykla. Przed taką wyprawą należy bezwzględnie oddać do dobrego mechanika motocyklowego. Niech rozbierze co się da, niech zajrzy gdzie się da… być może znajdzie coś co za chwilę może się popsuć. Ja nie wiem czy awaria mojego alternatora była do uniknięcia, nie wiem czy można to jakoś zmierzyć. Być może tak i być może mogłem tej swojej sytuacji uniknąć. Nie wiem. Wiem, że mój serwis przed tą wyprawą zakończył się na wymianie filtra oleju i samego oleju w silniku. Wcześniej na wiosnę zmieniałem też cały napęd (dwie zębatki i łańcuch) więc tutaj byłem spokojny. Niestety pozostała cała masa rzeczy, które nie zostały przejrzane. Więcej tego błędu nie popełnię.

Spakowany byłem… dobrze. Oczywiście nie wziąłem pod uwagę aby zabrać ze sobą np. takie coś jak rozkładane krzesełko i kilka innych drobiazgów. Teraz o nich wiem i je ze sobą będę zabierać. Na pewno plusem i to ogromnym był materac dmuchany, który można było położyć na dowolne podłoże i spałem jak dziecko w domu. Nie straszne mi jakieś kamienie czy inne nierówności. Brakowało mi również jakiejś moskitiery bo nie myślałem przed wyjazdem, że będę spał pod gołym niebem… i owady pogryzły mnie okrutnie! Moskitiera jest oczywiście w namiocie ale nie zawsze rozbijałem namiot.

Dbkiller, czyli element wyciszający tłumik przelotowy. Niby nic a jednak! Sprawdziłem już na własnej skórze, że bez dbkillera mój motocykl spala około litra więcej na 100 kilometrów! Na początku nie wiedziałem o co chodzi: wyjąłem dbkiller a przy kolejnym tankowaniu spalanie na wysokim poziomie… przy takiej samej jeździe. Ale nie powiązałem ze sobą tego, że dbkiller może coś z tym mieć wspólnego. Dopiero jak poczytałem na forach internetowych to jeden z internautów podpowiadał innemu, żeby spróbować z dbkillerem… i faktycznie, u mnie spalanie spadło! Może i ubyło kilka KM ale jeśli jeździ się turystycznie to i tak nie ma to żadnego znaczenia. Poza tym siedząc na maszynie kilka godzin a ta maszyna non stop „drze ryja” to niestety, później do końca dnia słychać w głowie tylko ten „ryj”. Dbkiller skutecznie to niweluje. Z resztą nie tylko to 😉

Dobry powerbank to podstawa. Wiecie co by było jakbym nie miał dobrego powerbanku przy sobie? Jechałbym na telefonie jakieś 6 godzin, po czym zdechłaby mi bateria i nie miałbym ani nawigacji ani kontaktu ze światem. Mówię oczywiście o takiej sytuacji awaryjnej jak moja: wszystko oprócz silnika jest odłączone od akumulatora (w tym również ładowarka USB!). Ten powerbank dowiózł mnie zza Zagrzebia aż pod sam dom. Dwa dni na nawigacji, dwa dni tylko na ładowaniu z tego powerbanku. A nie był on do końca naładowany! Właśnie dlatego to musi być dobry powerbank a nie „jakiś”. W sklepie za dobry powerbank (o podobnych możliwościach do mojego) trzeba zapłacić minimum 300zł wzwyż a i tak nie ma pewności co on ma w środku. Ja swój zrobiłem samodzielnie, składając go z dobrej jakości obudowy i sprawdzonych japońskich ogniw – koszt całości około 120 zł. Mam ponad 20Ah pojemności w ogniwach i jest to rzeczywista pojemność a nie tylko znaczek na obudowie. Do tego elektronika obudowy obsługuje wszystkie tryby ładowania „szybkiego” (QC) więc jak potrzeba coś szybko podładować to nie ma problemu. W godzinę mam w pełni naładowany smartfon a nie jest to takie proste w innych warunkach. Powerbank pozwala mi na około 6-7 naładowań smartfona… czyli w praktyce mogę około tygodnia obyć się bez gniazdka z prądem, bez specjalnego uszczerbku na funkcjonalności związanych z obsługą smartfona. Jadąc tylko na powerbanku!

Jadąc na bałkany i nastawiając się na „spanie na dziko” należy zmienić opony na nieco bardziej terenowe. Moje gumy to typowe szosówki i poza asfaltem czułem się jak na lodzie. Obie moje wywrotki najprawdopodobniej nie miałyby miejsca jakby opony nie straciły przyczepności. W 2020 roku nie popełnię tego błędu. A że będzie to wyglądać dziwnie… mam to gdzieś! 😉

Jakbym miał jechać tam jeszcze raz, co bym zmienił?

Jadę tam jeszcze raz, jest taki plan (i księgowa go zaakceptowała 😛 ). W 2020 roku jadę w podobną trasę, tylko o około 1000 km dłuższą.

Będzie to bardzo podobna trasa, z tym że inny będzie dojazd do Albanii. Najpierw jedziemy do Grecji (zaliczyć Akropol) a później w stronę wybrzeża i przez Albanię i Czarnogórę do Chorwacji. Później już bardzo podobnie: wzdłuż wybrzeża na północ. Nie wiem czy to się zakończy na Senj, być może pojedziemy dalej i „zaliczymy” np. Wenecję…?

Natomiast co bym zmienił… na pewno zmienię te nieszczęsne opony, które poza asfaltem nie pozwalały mi niemal całkowicie jechać. Zabiorę ze sobą kilka dodatkowych rzeczy, np. krzesełko turystyczne. Kask… mam LS2 322 ale do turystyki nadaje się on… średnio. Nawet po moich przeróbkach (dołożyłem wyciszenie akustyczne). Właśnie czekam na osławiony Shuberth C3 Pro i zobaczymy jaka będzie różnica. Kask integralny nie jest za wygodny ani za cichy, zwłaszcza jak podjeżdża się pod dystrybutor i trzeba to z siebie ściągać. A później zakładać. Raz, dwa razy to nie przeszkadza. Ale jak się tankuje niekiedy 2 razy dziennie to zaczyna się na takie rzeczy zwracać uwagę. Kolejna rzecz to kombinezon. Ja miałem na sobie tekstylną kurtkę z Rebelhorna i materiałowe spodnie motocyklowe.

Kurtka niestety jest całkowicie czarna więc na słońcu w lipcu była jedna wielka masakra! Z kolei ściągać kurtkę to strach bo wywrotka = szpital. Na pewno nie będę tam jechał w okresie wakacyjnym tylko na jesień. Po pierwsze będzie chłodniej a po drugie będzie po sezonie (taniej). Być może (najprawdopodobniej) zmienię ubranie na jasne… wiem że będą tam widoczne wszystkie muchy ale trudno. Wolę żeby mi było o te kilka stopni chłodniej. Spodnie będę miał w zapasie jakieś drugie. Kurtkę też by wypadało wziąć na zapas ale jest ona za duża w bagażu i zamiast niej wezmę po prostu jakieś przybory do szycia (żeby tylko pozszywać jakieś przetarcia i doczłapać się do domu. W razie czego oczywiście). Bez zabezpieczeń nie polecam się poruszać tak daleko od domu. Transport medyczny nie jest refundowany przez NFZ…

Motocykl uważam że jest bardzo dobry, jedynie zmienię opony na nieco bardziej uterenowione. Poza tym nie mam zastrzeżeń. No może zafunduję mu jakiś przegląd „na bogato” ale to przed samym wyjazdem. Najchętniej zmieniłbym motocykl na nieco bardziej terenowy. Na ten moment mam na oku Hondę NC750x, do której założyć bardziej terenowe opony i można wjechać wszędzie. Do tego jest możliwość założenia gmoli a do obecnej VFR800 nie ma takiej możliwości. Ale zmiana VFR800 na NC750x to konieczność dołożenia sporej gotówki… której póki co nie ma 😛 Dlatego bardziej realny plan to po prostu zmiana opon na nieco bardziej uterenowione. Np takie:

continental-tkc-70
continental-tkc-70

Zakupiłem również dedykowaną nawigację motocyklową Navitel G550 ale nie kupuj jej. To jest nawigacja na tanich podzespołach, na windows CE a co za tym idzie: straszliwie toporna i problematyczna. Dwie poważne wady jakie do tej pory znalazłem:

  • Po wyłączeniu motocykla (zasilania od nawigacji) próbuje ona automatycznie przełączyć się w stan czuwania. Niby fajnie bo po włączeniu motocykla nawigacja sama się włączy i bedzie prowadzić dalej. Tylko teoretycznie. W praktyce nawigacja przez bardzo długi czas nie potrafi zlokalizować nowej pozycji satelitów GPS (które ciągle jeszcze są dostępne ale już są w innym miejscu) i przez ponad pół godziny nie można złapać „fixa” (nawigacja nie jest w stanie określić swojej pozycji). Wgrałem do nawigacji poprawkę od producenta ale jeszcze nie miałem okazji tego przetestować. Nie miałem od tego czasu problemów z lokalizacją ale też nie miałem kiedy tego porządnie sprawdzić (np. pojechać gdzieś, wejść do jakiejś restauracji na obiad i pojechać dalej po kilkudziesięciu minutach czuwania). Do tej pory miałem jak w banku, że nie złapię sygnału GPS. Teraz nie wiem, ciężko powiedzieć.
  • Bluetooth jest i działa… ale straszliwie topornie! Po pierwsze: jeśli nawet uda Ci się sparować oba urządzenia (nawigację navitela z interkomem) to jeszcze trzeba nawiązać łączność a tego nie da się zrobić z poziomu nawigacji a jedynie z drugiej strony (trzeba nawigację wywołać za pomocą interkomu). Niby szczegół ale pojawia się problem: nie udało mi się nawiązać połączenia jednocześnie z telefonem i z nawigacją. Albo jedno, albo drugie. I podobnie jeśli mamy zamiast telefonu podłączone inne urządzenie: albo nawigacja, albo to drugie urządzenie. Oczywiście interkom obsługuje połączenia konferencyjne i tak go konfiguruję. Próbowałem też robić połączenie nawigacji z interkomem za pośrednictwem telefonu… ale telefon nie puszcza dźwięków z nawigacji, pomimo tego, że jest na telefonie połączenie z dwoma urządzeniami. Z kolei próba połączenia telefonu za pośrednictwem nawigacji do interkomu się kompletnie nie udaje bo nawigacja Navitela nie obsługuje więcej niż jednego połączenia BT. Na razie z tym walczę ale to raczej się nie uda. Póki co jeżdżę na nawigacji bez dźwięków. Wolę po prostu słuchać muzyki i być ostrzeganym przez Yanosika 😛
  • obsługa nawigacji jest kłopotliwa. Praktycznie nie da się utworzyć trasy z kilkoma punktami po drodze o ile nie poświęcimy temu zagadnieniu co najmniej godziny… a gwarancji na sukces nie ma! Menu i możliwości są co najmniej dziwne. Na szczęście jest możliwość dogrania sobie jakiejś innej nawigacji pracującej pod kontrolą Windows CE 6.0. Ja mam w zapasie Automapę. Nie jest idealna ale łatwo tworzy się trasy.
  • przy długich trasach i nagłej zmianie trasy, nawigacja potrafi bardzo długo szukać nowej drogi. Demon wydajności to to nie jest.
  • nie ma możliwości wyszukania tego co oferuje Google. To znaczy są tam jakieś punkty typu restauracja czy bankomaty ale ich ilość jest MOCNO ograniczona. Nie ma czego porównywać z mapami Google.

Poza tym same zalety:

  • sprzęt wodo i pyło odporny. Jest w stanie przeżyć jakieś nieduże upadki na twarde podłoże. Zasilanie jest podłączone do uchwytu a z uchwuty jest doprowadzone do samego urzadzenia za pomocą pinów umieszczonych w odpowiednim miejscu. Za wyjątkiem konieczności zainstalowania sprzętu na motocyklu, nie ma potrzeby pierdzielenia się z jakimikolwiek kablami. Odpinasz nawigację i chowasz do kieszeni. I Tyle. Jak nie będzie możliwości ładowania nawigacji z motocykla to jest do zestawu dołączony zwykła przejściówka na USB, którą można wpiąć w powerbank. Nie ma więc zagrożenia, że uszkodzone zasilanie motocykla unieruchomi nam nawigację całkowicie.
  • Na samej baterii urzadzenie bez najmniejszych problemów pracuje mi ponad 5 godzin. Nie wiem skąd w internecie opinie, że 4 godziny to absolutny max… może jasność podświetlania nieco zmniejszyć? Między 75% a 100% praktycznie nie widać żadnej różnicy a pobór prądu jest na pewno inny.
  • oryginalne oprogramowanie Navitel oferuje w zestawie komplet map na całą Europę. Szczególnie cenione są mapy z Europy wschodniej (producentem Navitela sa Rosjanie więc swój teren mają naprawdę dobrze opracowany).
  • aktualizacje oprogramowania pojawiają się co około kwartał i są one darmowe bezterminowo. Czyli nie ma zagrożenia, że za 2-3 lata stracisz dostęp do aktualnych map.
  • nie trzeba sprzętu „odblokowywać” żeby uzyskać dostęp do plików systemowych nawigacji. Ja na przykład korzystam ze specjalnego menu, które nie jest instalowane fabrycznie. Dopiero z tego menu wybieram sobie co chcę uruchomić (jakaś nawigacja albo jakieś ustawienia systemowe). Fabrycznie uruchamia się od razu oprogramowanie nawigacji Navitel.

 

 

Dodaj komentarz