Ładowarka / Prostownik do akumulatora

wszelkie dyskusje na temat modyfikacji i dodatkowych elementów instalacji elektrycznej
szymekdan
Administrator
Administrator
Posts w temacie: 1
Posty: 272
Rejestracja: 30 marca 2016, 14:02
Motocykl: Triumph Tiger 1050 2011
Lokalizacja: Opole
Zodiak:
Kontakt:

Ładowarka / Prostownik do akumulatora

Post autor: szymekdan » 29 listopada 2019, 09:36

Poniżej chciałbym się pochwalić w kilku słowach prostownikiem do akumulatorów motocyklowych i samochodowych:
01.jpg
Mam dokładnie taką jak na zdjęci powyżej ale to nie jest regułą, żeby posiadać dokładnie taki sam. Równie dobrze można skorzystać z popularnych promocji Lidla i zaopatrzyć się za podobną w cenie około 60 zł. Swoją zakupiłem na allegro za około 110 zł w 2016 roku. W momencie zakupu w zasadzie nie miałem za bardzo pojęcia co kupuję, na co zwracać uwagę, kupowałem na podstawie tego co było w opisie. Do tego bałem się brać prostownik najtańszy żeby się nie okazało że podziała chwilę i się popsuje - całkowicie bezzasadnie bo to w zasadzie takie same urządzenia jak to moje. Tak mi się wydaje bo żeby mieć pewność to bym musiał rozebrać oba i porównać elektronikę obu urządzeń a tego ani nie chcę robić, ani nie mam możliwości.

W skrócie, kilka wybranych możliwości tej ładowarki:
- możliwość ładowania akumulatorów 6V i 12V. Obsłuży więc wszystkie akumulatory, każdego motocykla. Prostownik automatycznie rozpoznaje jaki rodzaj akumulatora został podłączony. Nie zawsze robi to poprawnie ale o tym niżej;
- możliwość ładowania akumulatorów żelowych - ze względu na mały prąd ładowania oraz elektronikę monitorującą stan naładowania akumulatora;
- automatyczne odłączanie ładowania po osiągnięciu danego pułapu napięcia (14,4V dla normalnego ładowania i ponad 16V dla opcji "zimowej");
- możliwość ładowania akumulatorów samochodowych prądem do 5A;

No właśnie. Zacznę od końca: ładowanie akumulatorów samochodowych. Jest to jak najbardziej możliwe ale należy pamiętać, że to jest stosunkowo "słaby" sprzęt i jego maksymalny prąd ładowania to około 5A. Jeśli więc mamy do naładowania akumulator samochodowy o pojemności 50Ah to z prostego rachunku wychodzi nam, że od "zera" do pełnego naładowania potrzeba około 10 godzin. Oczywiście to zero to nie jest 0V. Całkowicie rozładowany akumulator posiada napięcie poniżej 11V i tak należy traktować to "zerowe" naładowanie. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że w samochodach bardzo często mamy akumulatory większe niż 50Ah to ten czas ładowania będzie odpowiednio większy. Jeśli więc często ładujesz akumulator samochodowy to proponuję kupić sobie jakiś prostownik, który da 10-20A. Wtedy będzie możliwość naładowania każdego akumulatora w przeciągu czasu do 5 godzin. Prostownik o którym piszę nie nadaje się do częstego ładowania akumulatorów samochodowych właśnie ze względu na mały prąd ładowania. Raz na jakiś czas będzie wystarczający.

Ładowanie akumulatorów motocykla. To jest główne zadanie tego urządzenia. W zestawie mamy kable zakończone "oczkami", do których w błyskawiczny sposób można podłączyć "żabki" - kto co woli. Jeśli zamierzasz podłączyć akumulator na krótki czas to wystarczy go złapać żabkami. Natomiast jeśli akumulator pozostanie dłużej podłączony do ładowarki to warto go przykręcić śrubkami za owe oczka. Na przykład jeśli wyjmiemy akumulator na czas zimy.

Akumulator rozładowany poniżej limitów. W internecie jest cała masa informacji, z których wynika, że akumulator motocyklowy rozładowany poniżej napięcia 10,5V nadaje się wyłącznie do śmieci. Nie zgadzam się z tą opinią. Nie wnikam w procesy chemiczne jakie tam w środku akumulatora zachodzą bo się na tym nie znam. Opiszę sytuację, którą "trenowałem praktycznie" i która całkowicie przeczy tej tezie. Otóż na jednym ze zlotów odstawiłem motocykl od piątku do soboty na noc. Rano się okazało, że miałem najprawdopodobniej włączone światła... nie mam pojęcia jak tego dokonałem ale stało się... akumulator wg miernika napięcia posiadał napięcie... 2,7V ! Akumulator ma ponad 7 lat więc już z powodu wieku nadaje się do wymiany. Według teorii internetowych jedyna słuszna droga tego akumulatora to droga na śmietnik. Ja nie miałem za dużego wyboru bo byłem na zlocie i na drugi dzień trzeba było jakoś wrócić do domu. A że była sobota to nie miałem co liczyć na jakieś sklepy z akumulatorami do motocykli. I tutaj przechodzimy do naszej ładowarki / prostownika: za małe napięcie żeby taki prostownik rozpoznał akumulator! Trzeba podnieść napięcie powyżej 10V, tylko jak?
Nieopodal był warsztat samochodowy a w nim potężny prostownik do akumulatorów samochodowych z regulowanym prądem ładowania. Ten prostownik napięcie i natężenie prądu ma regulowane za pomocą odpowiednich pokręteł a nie poprzez automat. W związku z tym było możliwe ręczne ustawienie prądu ładowania i rozpoczęcie tego procesu. Prąd ładowania został ustawiony na 5A, czyli bardzo dużo. Na szczęście mój akumulator to zwykła kwasówka więc nie było niebezpieczeństwa że wybuchnie. Zostawiliśmy ten akumulator w takim ładowaniu na około godzinę. Po godzinie trzeba było już powoli zabierać akumulator bo warsztat chciał się już zamykać. Na szczęście to wystarczyło żeby na akumulatorze pojawiło się napięcie 11V z małym 'hakiem'. Kilka kroków na miejsce, gdzie mogłem podłączyć się ze swoją ładowarką i... udało się. Akumulator przez te 2-3 minuty rozładował się z 11V do 10,5V czyli został poprawnie rozpoznany przez moją ładowarkę jako akumulator 12V. Nie pierdzieliłem się w tańcu za bardzo, ustawiłem tryb samochodowy, czyli ładowanie prądem do 5A. Albo go uratuję albo będzie śmietnik, jedno z dwóch. I wiecie co? Akumulator ładował się w ten sposób prawie dobę... i się naładował!
Sytuacja miała miejsce jeśli dobrze kojarzę w lipcu 2019 r. a w chwili jak piszę ten tekst jest końcówka listopada 2019 r. czyli pół roku po zdarzeniu. W tym czasie miałem kilka sytuacji, gdzie musiałem zostawić motocykl w temperaturze zewnętrznej (pod dachem ale bez ogrzewania). Nikt go nie dotykał, alarm był uzbrojony... i motocykl pali bez najmniejszego zająknięcia. Jak dla mnie teorie o wymianie akumulatorów rozładowanych poniżej 10,5V na śmietnik to bujda na resorach. Da się taki akumulator "postawić na nogi" nawet z rozładowania do 2,7V! Mój akumulator jest tego najlepszym przykładem. Niestety, taka ładowarka motocyklowa będzie w takim przypadku za słaba. Trzeba szukać warsztatu samochodowego, który podbije napięcie akumulatora powyżej 10V, żeby taka ładowarka rozpoznała akumulator. Ale to jest do zrobienia. Myślę, że nawet posiadając kable znane pod nazwą "klemy" do akumulatorów jesteśmy w stanie uruchomić proces ładowania, podłączając na chwilę nasz rozładowany akumulator do innego motocykla, w którym jest naładowany akumulator a regulator podaje prawidłowy prąd ładowania. W ten sposób dałoby się podładować rozładowany akumulator do napięcia, które byłoby rozpoznawane przez ładowarkę motocyklową - powyżej 10V. Ale taki scenariusz trzeba by przetrenować bo nie sprawdzałem tego w praktyce.

Normalne użytkowanie bez przygód. Tutaj sprawa jest jasna i taki prostownik jest na takie scenariusze przygotowany. Na przykład zrobiliśmy bardzo dużo krótkich odcinków, gdzie akumulator nie zdążył doładować się natomiast wiele razy musiał oddawać prąd do rozrusznika... za każdym razem prądu w akumulatorze było coraz mniej. W końcu motocykl rozrusznik ledwie kręci, czyli mamy sygnał, że trzeba podładować akumulator.
Akumulator, który jest jeszcze w stanie ruszyć rozrusznikiem (nawet bez zapalenia silnika) posiada napięcie minimum 11V. Nawet jak nieznacznie zejdzie do 10,5V to w zasadzie nic się nie dzieje, akumulator należy wyjąć i naładować. Podłączając akumulator do ładowarki motocyklowej zostaje on bezproblemowo rozpoznany i rozpoczyna się proces ładowania. Jeśli akumulator jest bardzo mocno rozładowany i nie jest to akumulator żelowy to bez większych obaw można pokusić się o tryb samochodowy, który znacząco skróci czas ładowania akumulatora. Jak na akumulatorze pojawi się napięcie 13V lub więcej to na spokojnie można przełączyć ładowarkę w tryb motocyklowy i już małym prądem doładowujemy akumulator do końca. Robiłem takie rzeczy kilkukrotnie dla zaoszczędzenia czasu i nie było z tym problemów. W razie jakby "rozładowanie akumulatora" pojawiało się dość często to polecam sprawdzić poziom elektrolitu w akumulatorze. Tak, wiem akumulatory są obecnie "bezobsługowe". Ale to wcale nie znaczy, że nie wolno im nieco pomóc. Najczęściej akumulatory tracą swoje właściwości w związku z odparowaniem części elektrolitu. W skutek czego proces ładowania przebiega bardzo szybko ale równie szybko akumulator zostaje rozładowany. Takie właściwości akumulatora świadczą o tym, że najprawdopodobniej należy dolać wody destylowanej (dostępnej za grosze na każdej stacji paliw). Wyciągamy koreczki, których teoretycznie nie powinni się wyciągać i za pomocą małego lejka albo najlepiej strzykawki, uzupełniamy do takiego poziomu aby każda z cel była przykryta cieczą. Tak uzupełniony akumulator zabezpieczamy ponownie koreczkami i podłączamy do ładowania. Ładowanie prawdopodobnie będzie trwało dłużej... ale też akumulator będzie automatycznie trzymał dłużej - i o to chodzi. Tym sposobem można dać akumulatorowi nowe życie. Chociaż nie polecam takich sposobów przed większą wyprawą. Ewentualnie w czasie wyprawy jak nie ma możliwości zakupu akumulatora ale jest możliwość naładowania go. Przed wyprawą obowiązuje zasada: wszystko ma być w idealnym stanie. Każda niedoskonałość "wyjdzie" w najmniej odpowiednim momencie. I niestety to się sprawdza.
Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego posta.



ODPOWIEDZ