Dookoła Polski 2020

To jest najlepsze miejsce na opis swoich wrażeń, relacji z wypraw czy spotkań
Awatar użytkownika
szymekdan
Administrator
Administrator
Posts w temacie: 10
Posty: 364
Rejestracja: 30 marca 2016, 14:02
Motocykl: Triumph Tiger 1050 2011
Lokalizacja: Opole
Zodiak:
Kontakt:

Dookoła Polski 2020

#728

Post autor: szymekdan » 14 sierpnia 2020, 18:09

Witam wszystkich, szczególnie byłych współtowarzyszy w podróży!
Przypomnę tym, którzy "nie są w temacie", że chodzi o wyprawę dookoła Polski, którą organizowałem w >>TYM<< wątku. Zainteresowanych szczegółami organizacyjnymi zapraszam do tamtego tekstu. Tutaj opiszę pokrótce jak to wyglądało.

W poniższym opisie jest bardzo mało miejscówek. Wynika to z faktu, że było stosunkowo mało czasu na zwiedzanie, odbijanie gdzieś w bok. Gdybyśmy chcieli zwiedzić wszystko co było na trasie do zwiedzenia to prawdopodobnie zabrakłoby wakacji. Ograniczyliśmy się do minimum, wytyczając jakieś punkty po drodze na rozprostowanie kości. Skupiliśmy się raczej na malowniczych drogach. Chociaż nie zawsze udawało się wyznaczać je w miejscach malowniczych. Nie wszystko znaliśmy i nie wszystko było tak piękne jak wydawało się na mapie. Życie!
PS.
W poniższym opisie obok nazw miejscówek znajdziecie "cyferki" w nawiasach. Zawartość tych nawiasów wystarczy przekopiować do map Google i przekieruje Was wprost do tego miejsca. To są współrzędne według mam Google. Można się nimi posługiwać zamiast wpisywać nazwę miejsca.

Dzień 1
Ponieważ wszyscy trzej mieszkamy w różnych miejscach w Polsce, trzeba było wymyślić jakieś miejsce spotkania, do którego każdy z nas miałby niemal tak samo daleko. Padło na oficjalne miejsce biwakowe (52.6096, 16.00356). Miejscówka całkiem sympatyczna. A ponieważ jest to oficjalne miejsce do biwakowania to nie ma zagrożenia, że nagle pojawi się właściciel z widłami i zacznie nas przeganiać. Miejscem tym opiekuje się tutejszy sołtys a ponieważ był to początek czerwca nocowanie odbywało się bezpłatnie ale za to nie było bieżącej wody i prysznica. To za bardzo nam nie przeszkadzało bo przecież jest jezioro - z czego skorzystaliśmy. Na miejscu jest wyznaczone miejsce na ognisko więc tutaj również nie było problemu. Generalnie bardzo udana miejscówka. Cały dzień można opisać jednym zdaniem: przyjazd na miejsce, rozłożenie namiotów oraz poznanie się przy ognisku zajadając kiełbasę i popijając... może poprzestańmy na kiełbasie...



Awatar użytkownika
szymekdan
Administrator
Administrator
Posts w temacie: 10
Posty: 364
Rejestracja: 30 marca 2016, 14:02
Motocykl: Triumph Tiger 1050 2011
Lokalizacja: Opole
Zodiak:
Kontakt:

Dookoła Polski 2020

#730

Post autor: szymekdan » 15 sierpnia 2020, 13:10

Dzień 2
Coś mi się zdaje, że niektórzy z nas mieli swój debiut jeśli chodzi o spanie pod namiotem. Zmarznięci i zziębnięci... słabo przygotowani jak na początek czerwca i ciągle jeszcze chłodne noce. A przecież tam gdzie dzisiaj jedziemy wcale nie jest cieplej. Wręcz przeciwnie: jedziemy w okolice Szklarskiej Poręby, gdzie to już można powiedzieć góry (!) i będzie zdecydowanie chłodniej! Trasa na ten dzień nie była szczególnie wymagająca. Po drodze mieliśmy zaplanowane raptem dwa punkty (Pomnik Chrystusa Króla w Świebodzinie oraz Kombinaty DAG w lesie po drodze). Mając na uwadze słabe przygotowanie do spania pod namiotem postanowiłem nie pastwić się nad moimi towarzyszami niedoli i wynajęliśmy sobie kwaterę za nieduże pieniądze. Jak się później okazało, namiotów zbyt często nie używaliśmy... a taki był zamiar!

Awatar użytkownika
szymekdan
Administrator
Administrator
Posts w temacie: 10
Posty: 364
Rejestracja: 30 marca 2016, 14:02
Motocykl: Triumph Tiger 1050 2011
Lokalizacja: Opole
Zodiak:
Kontakt:

Dookoła Polski 2020

#731

Post autor: szymekdan » 15 sierpnia 2020, 13:10

Dzień 3
Plan był ambitny. Jak się później okazało BARDZO ambitny. Przejechaliśmy bocznymi drogami z okolic Szklarskiej Poręby aż w okolice Racibora, do kolegi Hanysa, który zgodził się nas przenocować na swoim trawniku. Później okazało się, że trawnik zamienił się na przytulne poddasze garażowe ale po kolei...
Ze Szklarskiej Poręby ruszyliśmy w stronę góry szybowcowej w okolicach Jeleniej Góry (50.943976, 15.762407). Po kilkudziesięciu minutach przerwy wyjechaliśmy w stronę Gór Sowich, przejeżdżając malowniczą trasą i zatrzymując się w Muzeum Molke. Jak ktoś nie wie co w tym muzeum się znajduje to proponuję wygooglować hasło "muchołapka". Wyobraźnia bardzo się pobudzi... W muzeum wewnątrz jednego z szybów rozwaliłem sobie dość solidnie głowę o jakiś wystający element (uważajcie na siebie!).
Dalej mieliśmy jechać na Kotlinę Kłodzką ale moja rozwalona głowa spowodowała, że skierowałem grupę na Opole. Tam chłopaków zostawiłem na obiedzie a sam udałem się do swojego domu żeby zobaczyć co się stało i porządnie umyć głowę... przy okazji wykąpałem się i szybciutko zmieniłem brudne pranie na czyste...
Było już dobrze po 17ej a to nie był koniec drogi! Do kolegi Hanysa jest jeszcze około 1,5 godziny. Dlatego bez zbędnego czekania ruszyliśmy. Po drodze nie mogłem sobie odmówić pokazania kolegom Pałacu w Mosznej (50.4405976,17.7677901). Jakbyśmy tam nie zajechali to bym sobie tego nie darował.
Do Hanysa zajechaliśmy już dobrym wieczorem. Cały dzień w siodle. Chłopaki byli nieźle umordowani. Nie ukrywali, że takie odcinki to zbyt wiele. Dlatego kolejny dzień zaplanowałem nieco bardziej "lajtowy".

Awatar użytkownika
szymekdan
Administrator
Administrator
Posts w temacie: 10
Posty: 364
Rejestracja: 30 marca 2016, 14:02
Motocykl: Triumph Tiger 1050 2011
Lokalizacja: Opole
Zodiak:
Kontakt:

Dookoła Polski 2020

#732

Post autor: szymekdan » 15 sierpnia 2020, 13:10

Dzień 4
Od Hanysa ruszyliśmy w stronę Wisły. Pamiętam te okolice jako piękne krajobrazy z fajnymi, krętymi drogami. Na miejscu przywitały nas wszechobecne roboty drogowe, korki samochodów. Wisienką na torcie był totalnie rozkopany odcinek między zaporą w Wiśle Czarne a Wisłą Malinką, gdzie mieliśmy w planie "nawiedzić" skocznię im. A.Małysza. Konieczność zawrócenia spod zapory i udanie się drogą powrotną w stronę Wisły (przez przełęcz Kubalonka) skutecznie nam popsuły humor. Zwłaszcza, że plan zjedzenia czegoś na przełęczy Kubalonka (są tam dwie fajne knajpy - polecam!) były pozamykane ze względów epidemiologicznych. Skocznię jednak zaliczyliśmy, przejechaliśmy przełęczą w stronę Szczyrku i ruszyliśmy w stronę Wadowic na kremówki. Po zaliczeniu kremówek skierowaliśmy się na nocleg w okolicach Ojcowskiego Parku narodowego. Tam czekała na nas kwatera. Tam też wypadł mi dysk twardy z filmami, wprost na piękną kostkę brukową, przez co dysk nadawał się na śmietnik (wraz z zawartością!). Na domiar złego upadł plan jajecznicy z rana. Po prostu w promieniu kilku kilometrów nikt nie chciał nam sprzedać jajek! Tym bardziej humor mi się popsuł jak się okazało, że niepotrzebnie odbiliśmy na północ bo w sumie oprócz kilku kilometrów przez okolice Ojcowa to niczego tam nie ma (Kraków odpuściliśmy całkowicie ze względu na korki). Mogłem zaplanować coś bliżej Zakopanego ale cóż... jesteśmy w Ojcowie. Ten dzień był conajmniej dziwny... Trasa z tego dnia.

Awatar użytkownika
szymekdan
Administrator
Administrator
Posts w temacie: 10
Posty: 364
Rejestracja: 30 marca 2016, 14:02
Motocykl: Triumph Tiger 1050 2011
Lokalizacja: Opole
Zodiak:
Kontakt:

Dookoła Polski 2020

#733

Post autor: szymekdan » 15 sierpnia 2020, 13:11

Dzień 5
Ruszamy w stronę Bieszczad. Dla mnie to nowość. Od Krakowa na wschód mnie jeszcze nie było. Mogłem wyznaczyć trasę jedynie na podstawie tego co widziałem na mapie. A na mapie były całkiem malownicze drogi w pobliżu wyżyn i gór... na mapie, bo w rzeczywistości to były po prostu kolejne pola, łąki i wioski. Może jak byśmy startowali z okolic Zakopanego to byłyby ciekawsze widoki... cóż, błąd z poprzedniego dnia ciągnie się za nami...
Niezawodny kolega Hanys podpowiedział mi, że możemy odwiedzić i wejść na wieżę widokową w Krynicy Zdroju (49.4308759,20.9250788). W związku z tym, że nie miałem kompletnego pojęcia co to jest, pojechaliśmy tam. Na miejscu okazało się, że do wieży prowadzi niedługi wyciąg a cena wyciągu wraz z wejściówką na wieżę to bagatela 60 zeta od osoby... zrezygnowaliśmy. Z resztą nie tylko my bo wyciąg jeździł sobie całkowicie pusty (...). Za to na miejscu znajduje się restauracja, w której fajnie i dobrze zjedliśmy. Najedzony polak ma dobry humor więc ruszyliśmy dalej, tym razem po prostu w stronę kwatery: "u Mirka i Dorotki" (49.4454354,22.3840181). Najlepsza miejscówka w całej naszej trasie. Po prostu hit!
Trasa z tego dnia była mniej więcej >>TAKA<<.


Awatar użytkownika
szymekdan
Administrator
Administrator
Posts w temacie: 10
Posty: 364
Rejestracja: 30 marca 2016, 14:02
Motocykl: Triumph Tiger 1050 2011
Lokalizacja: Opole
Zodiak:
Kontakt:

Dookoła Polski 2020

#734

Post autor: szymekdan » 15 sierpnia 2020, 13:11

Dzień 6
Spało nam się na tyle dobrze, że postanowiliśmy zapytać właścicieli czy jest może możliwość spędzenia tam jeszcze jednej nocy. Mieliśmy co prawda w planie spędzić noc w Bieszczadzkiej Przystani Motocyklowej ale to po pierwsze góry (więc zimno w nocy pod namiotami!) a po drugie wcale nie taniej. Udało się, mamy "bazę wypadową" i możemy zwiedzać Bieszczady bez bagaży!
W związku z tym, że żaden z nas jeszcze Bieszczadów nie podbijał, wytyczyłem po prostu trasę po dużej pętli bieszczadzkiej. Po drodze mieliśmy w planie wstąpić na kawę do Bieszczadzkiej Przystani Motocyklowej bo w mediach aż wrze, że to bardzo fajne miejsce. Objazdówka okazała się bardzo udana. Trasa jest naprawdę bardzo malownicza i bardzo ją polecam. Na spokojnie coś koło 140-150km w bardzo turystycznym tempie. Po drodze wjechaliśmy na kawę i zapiekankę (49.1838163,22.3879316), przypadkowo trafiliśmy na fajne miejsce na pauzę (49.3322518,22.4218579). A poza tym delektowaliśmy się widokami. Pod koniec postanowiliśmy wstąpić do Bieszczadzkiej Przystani Motocyklowej (49.3060098,22.6726808). Na miejscu chyba trafiliśmy na nie najlepszy humor właścicieli. Po zaparkowaniu i machnięciu ręką "cześć" na powitanie, w odpowiedzi zobaczyliśmy wzrok mordercy, bez słowa. No cóż... różne są zwyczaje w różnych miejscach na świecie. Postanowiliśmy się rozejrzeć. Na pytanie "czy można się rozejrzeć?" usłyszeliśmy coś w rodzaju "możecie, przecież nikt niczego nie pozamykał" i totalna olewka. No cóż, nic tu po nas. Chyba jednak nie jesteśmy tu mile widziani. Mieliśmy w planie wypić kawę ale postanowiliśmy spadać stamtąd jak najszybciej i dojechać do zapory. Tak zrobiliśmy. Po drodze jeden z kolegów odebrał od kuriera paczkę dla siebie.
Zapora nad Soliną to obowiązkowy punkt każdego turysty jaki znajdzie się w okolicy. Widoki przepiękne. My oprócz kawy zaliczyliśmy jeszcze dobry obiad. Ja zakupiłem najdroższe klapki w moim życiu ale nie miałem za dużego wyboru bo poprzednie mi się rozleciały.
Z pełnymi brzuchami i uśmiechami na twarzy wróciliśmy na kwaterę. Tam urządziliśmy sobie przysiadówkę przy grillu...
>>Trasa z tego dnia<<

Awatar użytkownika
szymekdan
Administrator
Administrator
Posts w temacie: 10
Posty: 364
Rejestracja: 30 marca 2016, 14:02
Motocykl: Triumph Tiger 1050 2011
Lokalizacja: Opole
Zodiak:
Kontakt:

Dookoła Polski 2020

#735

Post autor: szymekdan » 15 sierpnia 2020, 13:11

Dzień 7
Początkowo miałem w planie dojechać z Bieszczad bezpośrednio gdzieś na Podlasie. Ale po pierwsze nigdzie się nam nie spieszyło, po drugie to byłby po prostu przejazd główną drogą z pominięciem wszystkiego co można by jednak zobaczyć. Postanowiliśmy to rozbić na dwa dni. Padło na Lublin lub okolice jako miejsce gdzie planujemy "dzisiaj" dojechać. Ponieważ ściany wschodniej w tym miejscu nikt z nas nie znał a zwiedzanie umocnień i bunkrów nas za bardzo nie fascynowało, postanowiliśmy po prostu pojechać w stronę Sandomierza. Podobno jest tam piękny rynek. Pożegnaliśmy się z Bieszczadami na tarasie widokowym (49.553931,22.3226921), gdzie spędziliśmy kilka minut.
Po drodze szybko okazało się, że moja nawigacja zaczyna nas pchać w drogi gruntowe. A że w nocy dość solidnie popadało więc błota tam pewnie było po pas. Szybka korekta ustawień i zaczęło nas kierować na główne drogi... i autostrady! Trafiliśmy więc ze skrajności w skrajność. W zasadzie to kierowało nas na najgłówniejsze drogi jakie tam były, z wyłączeniem promów i dróg płatnych - tak to sobie poustawiałem. Na szczęście na naszej trasie nie było autostrady. Jak się nie zna okolicy to się jest zmuszonym jechać jak nawigacja każe. Więc po drodze do Sandomierza za dużo nie zwiedziliśmy. W zasadzie nic nie zwiedziliśmy.
W Sandomierzu zaliczyliśmy rynek i zjedliśmy lody. Specjalnie piszę "zjedliśmy" bo "zaliczyliśmy" mogłoby być źle zrozumiane... Rzeczywiście, rynek w Sandomierzu jest bardzo ładny. Spędziliśmy tam około godzinki, snując się w okolicach centrum. Po czym wsiedliśmy na nasze stalowe rumaki i ruszyliśmy w stronę Lublina. Padł na chwilę plan żeby jechać do Kazimierza Dolnego... ale plan upadł szybciej niż się pojawił. Zmęczenie dawało się nam we znaki. Przed Lublinem, na jednej ze stacji, zrobiliśmy sobie nieco dłuższą pauzę, w czasie której wyszukałem na szybko... kwaterę, a jakże!
Po dojechaniu na miejsce okazało się, że jest to świeżo oddany do użytku hotelik. No cóż... jak to w hotelu: minimalizm w każdym względzie. Z westchnieniem i łezką w oku zaczęliśmy wspominać o naszej poprzedniej kwaterze. Kuchnia była wspólna, na innym piętrze ale podobno nie była do użycia z różnych względów... więc ja wcisnąłem w siebie kiełbaskę bez podgrzewania, z bułeczką. Na szczęście czajnik jakiś tam był więc zaparzyłem sobie herbatę. Taka była nasza kolacja, mniej więcej.
>>Trasa z tego dnia<<

Awatar użytkownika
szymekdan
Administrator
Administrator
Posts w temacie: 10
Posty: 364
Rejestracja: 30 marca 2016, 14:02
Motocykl: Triumph Tiger 1050 2011
Lokalizacja: Opole
Zodiak:
Kontakt:

Dookoła Polski 2020

#736

Post autor: szymekdan » 15 sierpnia 2020, 13:12

Dzień 8
To był ciekawy dzień! W hoteliku nic nas nie trzymało. W zasadzie plus tego hotelu był taki, że mieliśmy dach nad głową. A poza tym ciężko by doszukiwać się pozytywów. Dlatego z przyjemnością spakowaliśmy się, ja dopiłem drugą herbatkę i wciągnąłem resztki kiełbasy. Ruszyliśmy w stronę Podlasia. Tym razem prowadził nas Infinity. Plan był prosty: dojechać do znajomych kolegi (dlatego on prowadził). Nie mieliśmy po drodze w zasadzie żadnych planów. Dlatego zdecydowana większość dnia to były drogi szybkiego ruchu, nic fascynującego. Ale dzięki temu mogliśmy w stosunkowo krótkim czasie przejechać dłuższy odcinek drogi. Mi to było wszystko jedno bo i tak nie znałem okolicy więc nie miałem świadomości tego co mijamy. Do dzisiaj nie wiem co ciekawego nam uleciało po drodze.
W pewnym momencie kolega Norbas zjechał na pobocze. Okazało się, że dostał telefon z domu... i z przyczyn osobistych musiał natychmiast przerwać swój udział w tej wyprawie. No cóż... życie. Po raz kolejny.
Niestety, nie zwróciłem uwagi na miejsce w które wjechałem (szkło na poboczu) i kilka kilometrów dalej okazało się, że nie mam powietrza w tylnym kole. Przecięcie około jednego centymetra. Przez głowę przeleciały mi dwie możliwości: łatać to samodzielnie albo dzwonić po pomoc bo ubezpieczenie assistance jest. Ponieważ było już po południu i do tego sobota (ja to mam szczęście!) to zrezygnowałem z samodzielnej naprawy bo i tak skutek tego byłby taki, że musiałbym dojechać do zakładu wulkanizacyjnego bo to nie jest naprawa ogumienia tylko tymczasowe załatanie. Zadzwoniłem na infolinię i około pół godziny później pojawił się miły i fachowy pan z lawetą. Powiedział, że zabiera mnie z motocyklem do zakładu wulkanizacyjnego i tam mnie na miejscu naprawią... gdzieś to już słyszałem, chyba w Chorwacji... ale jedziemy. Musimy się spieszyć bo miły pan z zakładu wulkanizacyjnego czeka specjalnie na nas a powinien już skończyć pracę. Po kolejnych 20 minutach byliśmy na miejscu. Po tej mojej przygodzie w Chorwacji miałem mieszane uczucia co do efektu pomocy przez assistance. Ale okazało się, że wszystko zagrało! Koło szybciutko zostało zdjęte, opona opuściła felgę i w mgnieniu oka znalazła się na maszynie... nie znam się na tych maszynach ale dziura nie okazała się żadnym wyzwaniem dla miłego pana. Przy okazji okazało się, że pan czekał na nas tylko dlatego, że prywatnie sam jest motocyklistą. Jakby nie to to by nas olał i poszedł do domu "odpoczywać przy weekendzie". Kilka(naście?) minut później koło z naprawioną oponą wylądowało w moim motocyklu i mogliśmy kontynuować podróż.
Oczywiście jechaliśmy już w dwójkę. Dojechaliśmy do znajomych. Okazało się, że mamy całkiem dobry czas, który można wykorzystać na odwiedzenie kilku pobliskich miejsc. Po szybkim zrzuceniu zbędnych gratów ruszyliśmy. Okazało się, że te miejsca są całkiem niedaleko. Na pierwszy ogień poszedł zniszczony most (53.1173282,22.8117154). To po prostu ruiny mostu, który został w okresie wojennym zniszczony przez mieszkańców aby uprzykrzyć życie wojskom niemieckim. Jest tam piękny widok na rozległe rozlewiska rzeki Narew. Drugim miejscem, do którego trafiliśmy trochę przez przypadek to wieża widokowa (53.1131109,22.8218596 - wieża Kruszewo). Opłata za wstęp 5zł (a nie 60!) i widok jeszcze lepszy. Do dyspozycji lornetka (taka stacjonarna, przytwierdzona na stałe, z ruchomym wizjerem) więc można sobie w ten sposób miło spędzić czas. Na koniec została nam "kładka" (53.0840594,22.8305515). Jak się na miejscu okazało, to jest cały system kładek i pomostów nad całym rozlewiskiem. Nie widziałem czegoś takiego nigdzie indziej. KONIECZNIE trzeba to zaliczyć! Minusem jest fakt, że w zasadzie nie da się tamtędy przeprawić inaczej niż pieszo. Ewentualnie z rowerem bez bagaży. Motocykl a tym bardziej samochód kompletnie nie wchodzą w grę! Weźcie to pod uwagę planując sobie trasę w tym miejscu. To jest jedynie niepowtarzalne miejsce na spacer z niesamowitym widokiem i możliwością zabawy w przeciąganie kładki. W drodze powrotnej wstąpiliśmy do sklepu (Biedroneczka, a jakże!) w celu zakupu kiełbaski, bo ognisko było w bardzo zaawansowanych panach.
Po powrocie do miejsca zakwaterowania okazało się, że trawnik o który prosiliśmy zamienił się w pokój w domu właścicieli. Kolacja i śniadanie dzień później to było coś niesamowitego. Dopiero teraz zobaczyłem co to jest prawdziwa polska gościnność. Oczywiście nie kręciłem filmów ani nie robiłem zdjęć bo to było mimo wszystko spotkanie prywatne... musicie mi uwierzyć na słowo: gościnność zaliczona na 110% ! Niepowtarzalna okazja być kilka godzin prywatnym gościem na Podlasiu... fajnie jest mieć takich znajomych...
>>Trasa z tego dnia<<

Awatar użytkownika
szymekdan
Administrator
Administrator
Posts w temacie: 10
Posty: 364
Rejestracja: 30 marca 2016, 14:02
Motocykl: Triumph Tiger 1050 2011
Lokalizacja: Opole
Zodiak:
Kontakt:

Dookoła Polski 2020

#737

Post autor: szymekdan » 15 sierpnia 2020, 13:12

Dzień 9
Na drugi dzień po niesamowitym śniadaniu ruszyliśmy dalej, w stronę jezior mazurskich. Jeszcze prowadził Infinity. W przeciwieństwie do mnie, on już tutaj był i znał kilka ciekawych miejsc. Trafiliśmy między innymi do muzeum ikon prawosławnych (53.2111003,23.3380678) - znakomite eksponaty z różnych okresów i miejsc, świetny kawał historii prawosławia. Później zajechaliśmy do baru "Jarzębinka"... po prostu kto jest w okolicy KONIECZNIE musi tam pojechać. Rewelacyjna kuchnia i niepowtarzalna okazja aby posmakować tradycyjnej kuchni Podlasia. Wszystko przygotowane i podane w tradycyjny sposób. Są zestawy, na które składają się kawałki kilku różnych dań i to jest najlepsza opcja dla kogoś, kto chciałby spróbować wszystkiego. Łączna ilość tych kawałków jest na tyle duża, że można najeść się do syta bez najmniejszych problemów. W zasadzie ciężko jest całą tą ilość w siebie wepchać. W każdym razie jedzenie warte każdej złotówki jaką tam zostawiłem.
Dalej zostało nam dojechać do jakiegoś jeziora na mazurach. Padło na Augustów bo było najbliżej. Obawiałem się nieco ilości ludzi bo pogoda zrobiła się naprawdę gorąca. Po przyjeździe na miejsce okazało się, że faktycznie, wszystkie oficjalne plaże są szczelnie oblegane przez turystów. Szukanie kwatery nie miało sensu. Postanowiłem znaleźć jakieś ustronne miejsce, gdzie można by się rozbić z namiotem. Brzeg północny całkowicie odpadał bo był szczelnie "oblepiony" turystami. Zobaczyłem na mapie, że jest droga przez las wzdłuż brzegu południowego - tam była nasza szansa. I przeczucie mnie nie myliło. Znaleźliśmy niesamowitą miejscówkę nad samym jeziorem, z wejściem do wody. Sama woda czyściutka. Postanowiłem się wykąpać i wyprać brudy, których trochę się nazbierało. Byliśmy tam sami więc nie było z tym najmniejszego problemu. Odpoczynek czas zacząć!
Miejsce na ognisko się znalazło więc i kiełbaski miały się gdzie upiec. Po prostu bajka. Niestety, w nocy nadeszła nagła burza. Całe pranie jakie miałem musiałem zebrać i zostawić do rana. Na szczęście nie było ono już całkiem mokre. Rano wystarczyło szybciej wstać i je rozwiesić żeby po około 2 godzinach doschło. W międzyczasie dojechał do nas kolega od Infinity... więc znowu było nas trzech.
Niestety, ja zrezygnowałem z dalszej jazdy. Zmęczenie ciągłą jazdą dzień po dniu, nie przespana noc (burza) oraz perspektywa przejazdu przez miejsca które już znałem... wszystko to sprawiło, że calutka chęć dalszej jazdy gdzieś ze mnie uleciała. Spakowałem się jeszcze z myślą, że może w czasie pakowania mi przejdzie i znajdzie się chęć do jazdy... niestety, odechciało mi się kompletnie.
Z wielkim smutkiem ale jednocześnie z ulgą (że wracam do domu), pożegnałem kolegów (jednego nawet nie zdążyłem poznać!). Przed 12 w południe wyjechałem. Oczywiście drogi główne i autostrady, przerwy tylko na tankowanie. Po drodze wjechałem na załamanie pogody... ciekawe wrażenia: jedziesz, w słońcu jest około 30 stopni. Za godzinę wjeżdżasz w front burzowy... poniżej 20 stopni i deszcz i szukanie po bagażu wszystkiego co tylko da się ubrać żeby jakoś dojechać do Opola. Na szczęście deszczu i wiatru nie było aż tak dużo. Natomiast niska temperatura nie opuszczała mnie aż do końca. Przed zmrokiem byłem w domu.

Awatar użytkownika
szymekdan
Administrator
Administrator
Posts w temacie: 10
Posty: 364
Rejestracja: 30 marca 2016, 14:02
Motocykl: Triumph Tiger 1050 2011
Lokalizacja: Opole
Zodiak:
Kontakt:

Dookoła Polski 2020

#738

Post autor: szymekdan » 15 sierpnia 2020, 13:13

PODSUMOWANIE
Było krócej niż planowałem. Ale z drugiej strony to była jazda po Polsce, czyli po swoim własnym podwórku. Takie przerwanie wyprawy było w tych naszych zasadach i każdy miał do tego prawo w każdym momencie. Zdecydowana część czasu to były podobne krajobrazy, podobne drogi. Różnice pomiędzy poszczególnymi częściami Polski chyba się gdzieś pozacierały. Jedyną większą różnicą jaką pamiętam to Podlasie. Ale może to jest po prostu efekt tego, że miałem okazję pobyć tam jako gość w prywatnym domu, poznać prywatnie mieszkańców i skosztować niepowtarzalnej kuchni. Jakby nie to, to pewnie przejechałbym tamtędy i nawet nie zauważyłbym Podlasia... byłaby to kolejna polska kraina, przez którą po prostu przejechałem.
Czy bym coś zmienił, czy pojechałbym inaczej... oczywiście że tak. Na przykład mając wiedzę, że Wisła jest rozkopana nie pchałbym się tam - kilka godzin nie byłoby stracone. Jakbym zbyt pochopnie nie podejmował decyzji to bym nie pchał się do Ojcowa tyle kilometrów... żeby przejechać się kilka minut trasą ze skałkami. A później niczego ciekawego tam nie ma (na naszej trasie), chyba że ktoś tam mieszka i wie gdzie jechać. Ale na to i tak nie było czasu. Dlatego kolejny dzień był po nudnej trasie. Wcześniej niepotrzebnie popchałem grupę ze Szklarskiej Poręby aż pod Racibórz, w jeden dzień. To była mordęga a nie przyjemność. Spokojnie można to było rozbić na dwa dni. Nie zmęczylibyśmy się a do tego byłby czas na zwiedzenie Kotliny Kłodzkiej, Opola i kilku innych miejsc... które musieliśmy minąć bo zabrakło czasu.
Na koniec zakończyłem podróż w sposób nagły i nieprzemyślany. Teraz, jak sobie siedzę spokojny i wypoczęty to jest inne myślenie. Wtedy byłem już porządnie zmęczony, z perspektywą jeżdżenia po miejscach które już znam... czy w takich warunkach miałem prawo przerwać wyprawę? Sam mam mieszane uczucia. Ale z mojego punktu widzenia to była jedyna rozsądna decyzja: niczego nowego już bym nie zobaczył. Infinity też mieszka na Warmii i te rejony nie są mu obce. To by była raczej jazda na siłę, tylko żeby jechać... bez sensu. Wydaje mi się że to był dobry moment żeby to przerwać, aczkolwiek to jest jedynie mój punkt widzenia. Być może zabawa dopiero miała się rozpocząć... tego już się nie dowiem.

Na szczęście jest też bardzo dużo miłych wspomnień. Wiele nowych miejsc, kilkoro nowych ludzi w gronie znajomych, jeszcze więcej doświadczeń na przyszłość. Moim zdaniem bardzo pozytywna wycieczka. A może wyprawa? Zastanawiam się, czy jazda po Polsce to wycieczka czy już wyprawa...? Gdzie następnym razem? - nie wiem. Ale na pewno niczego nie planuję bo jak nie nagła zmiana planów w pracy to jakaś pandemia... jedno co wiem na pewno to "zbierać pieniądze". A za rok, jak się trafi luka czasowa w cieplejszym okresie to szybko znajdzie się kierunek, w którym warto się udać. Na razie panuje pandemia i wszystko za szybko się zmienia żeby cokolwiek zaplanować. Dwa razy planowałem i dwa razy nic z tego nie wyszło. Skończyłem z planami. Teraz poczekam na kilka dni urlopu i jak będę wiedział na pewno czym dysponuję to plan pojawi się bardzo szybko.
Czego nauczyłem się tym razem? - że najlepszy plan to brak planu. Jedynie trzeba sobie zaplanować jakiś rozsądny kierunek. Jadąc w tym kierunku można sobie znaleźć coś ciekawego po drodze. I najważniejsze: nie żałować niczego, zwłaszcza rzeczy które się pominęło. Wszystkiego nie da się zobaczyć.

Ciekaw jestem Waszych spostrzeżeń z tej relacji. Nie pytam o to co można było zrobić lepiej. Nie pytam o miejsca których nie odwiedziłem a byłem blisko... o tym wszystkim wiem i mam tego świadomość. Może ktoś z Was jest chętny na jakąś kolejną wyprawę, np. w 2021 roku? Tym razem niczego nie planuję. Wyprawa do Grecji jest tematem otwartym. Niemniej jednak nie wiem czy w 2021 roku da się to przejechać. O ile samolotem można próbować bawić się w turystę to jednak drogą lądową ciągle jest sporo utrudnień i nie zanosi się na szybkie zmiany. Dlatego piszę: na rok 2021 planów nie ma i raczej nie będzie. Jeśli coś "się urodzi" to nagle, najszybciej na tydzień lub dwa przed samym wyjazdem. Za dużo jest już planów, które nie wypaliły. Z kolei "spontany" wspominam najlepiej. Dlatego raczej będę szedł w tę stronę. Jak chcecie do mnie dołączyć w przyszłym roku to nie zostaje Wam nic innego jak włączyć sobie obserwowanie tego forum i profilu "jednosladem.pl" na Facebooku. W zasadzie tylko w tych dwóch miejscach będą pojawiały się propozycje wyjazdów. A może Wy będziecie mieli jakąś ciekawą propozycję... chętnie zamienię się w pasażera i ponagrywam wszystkich z tylnej pozycji.
LwG i do zobaczenia na trasie ;)

ODPOWIEDZ