Duża pętla śląska

To jest najlepsze miejsce na opis swoich wrażeń, relacji z wypraw czy spotkań
Awatar użytkownika
szymekdan
Administrator
Administrator
Posts w temacie: 1
Posty: 387
Rejestracja: 30 marca 2016, 14:02
Motocykl: Triumph Tiger 1050 2011
Lokalizacja: Opole
Zodiak:
Kontakt:

Duża pętla śląska

#770

Post autor: szymekdan » 10 maja 2021, 12:12

09.05.2021
Pierwszy prawdziwie słoneczny weekend w 2021 roku. Na prognozie pogody ewidentnie było słońce przez cały dzień i brak jakichkolwiek szans na deszcz. Temperatura ma być ponad 20 stopni... idealna pogoda na jakąś wycieczkę!

Cel jest taki:
Rozpocząć przygotowania do jakiejś większej wyprawy zadając sobie trud przejechania dłuższej trasy w ciągu jednego dnia. Jeśli ktoś był na dłuższej wyprawie to wie, że w czasie takiej jazdy wychodzą przeróżne niedociągnięcia: nawigacja nie działa tak jak powinna, coś się dzieje z moto, może trzeba się na nowo nauczyć pozycji za kierownicą żeby ręce nie drętwiały po kilku godzinach (...). I taki był cel tej wycieczki: sprawdzić siebie, swoje wyposażenie i motocykl. Jeśli coś ma pójść nie tak to niech to się stanie teraz niż by się to miało stać 2000km od domu.

Plan trasy:
Generalnie chodziło mi o to, żeby jechać cały dzień. Nie non-stop bo tak się oczywiście nie da. Przerwy możliwie krótkie, zwiedzanie raczej mocno ograniczone. Aczkolwiek jedno z miejsc odwiedzałem pierwszy raz więc zwiedziliśmy to miejsce dokładnie. Pozostałe miejsca zostały potraktowane "po macoszemu" na zasadzie "fotka i dalej". Po prostu już w tych miejscach byłem wielokrotnie i nie spodziewałem się tam zobaczyć coś nowego.
Trasa na ten dzień wyglądała następująco:
mapka.jpg
Start i zakończenie w Opolu. A po drodze:
- Pomnik czynu powstańczego na Górze św. Anny (50.455160, 18.160996). To miejsce zdecydowanie warte odwiedzenia, zwłaszcza jeśli ktoś tam nie był. Za pomnikiem znajduje się potężny amfiteatr, którego budowa była zrealizowana w latach trzydziestych przez nazistowskie Niemcy (przed II wojną światową to były tereny niemieckie). Jeśli nie ma akurat żadnej uroczystości i nie ma za dużo ludzi to można zjechać motocyklem pod sam pomnik w celu zrobienia dobrego zdjęcia. Aczkolwiek oficjalnie nie powinno się niczym wjeżdżać za barierki odgradzające parking od terenu pomnika. Po prawej od pomnika znajduje się ścieżka piesza prowadząca za pomnik do amfiteatru. Warto tam zejść bo wrażenie jest naprawdę duże. Po drodze warto zwrócić uwagę na skały z jakich składają się ściany. To jest zastygła magma z bardzo dawnych czasów kiedy góra świętej Anny była czynnym wulkanem (miliony lat wstecz). Jest to jedna z nielicznych okazji w Polsce, gdzie zastygłą magmę można zobaczyć.
Jeśli ktoś jest wierzącym i praktykującym katolikiem to musi koniecznie odwiedzić bazylikę oraz drogę krzyżową za bazyliką, która jest wykonana również z takich skał.
Pod tym pomnikiem umówiłem się z kolegą Karolem, z którym mieliśmy przejechać tę trasę.

- Przełęcz Kubalonka (49.603938, 18.902727) - to jest miejsce gdzie warto się zatrzymać aby odpocząć, coś zjeść (są restauracje i sklepiki z pamiątkami) i pomyśleć w którą stronę jechać. Tam zamówiliśmy (na wynos!) jedzonko i po krótkiej chwili odpoczynku zjechaliśmy krętą i wąską drogą w kierunku zapory... Droga po zimie mocno zniszczona i dziurawa a do tego pełno piachu i innego syfu więc przyjemność średnia. Ale za to widoki jak zawsze niezawodne.

- Zapora wodna w Czarne'm (49.614817, 18.920640): to tutaj swoją drogę rozpoczyna Wisła. Do zbiornika wodnego spływa czarna i biała wisełka z Baraniej góry, zapora spiętrza wodę (elektrownia wodna) a za zaporą rozpoczyna swój bieg rzeka Wisła. Sklepików tutaj nie ma aczkolwiek warto się tutaj zatrzymać dla zrobienia kilku zdjęć na pamiątkę.

- Mała zapora (49.627092, 18.907576): kilkaset metrów w dół po lewej stronie jest mała zapora. To bardzo malownicze miejsce. Jeśli ktoś chciałby mieć niepowtarzalne zdjęcie na tle wodospadu to jest to jedna z lepszych okazji. Jadąc od strony dużej zapory trzeba uważać aby nie przegapić parkingu po prawej stronie bo później nie ma się za bardzo gdzie zatrzymać. My przegapiliśmy i musieliśmy kombinować z zawracaniem.

- Skocznia imienia A. Małysza w Wiśle Malince (49.629818, 18.913435): kilka kilometrów dalej w kierunku na Szczyrk jest owa skocznia. Przed skocznią znajdują się parkingi płatne. Natomiast ja wiem z doświadczenia, że wjazd pod samą skocznię (gdzie jest duży parking) jest całkowicie za darmo. Skocznia robi wrażenie, to bardzo nowoczesny obiekt. Przy parkingu kilka sklepików z pamiątkami i czymś drobnym "na ząb". W sezonie letnim można też za niewielką opłatą skorzystać z wyciągu i wjechać na skocznię. Oczywiście we wszystkie miejsca turyści nie mają wstępu ale i tak zdecydowanie warto. Tym razem nie wjeżdżaliśmy na skocznię. To była tylko krótka przerwa na fotkę i dalej.

- Golgota Beskidów - to jest to miejsce, do którego przybyliśmy po raz pierwszy (dzięki Angela za wskazówki!). Podjechać w to miejsce można BARDZO wąską drogą. Podjeżdżają tam samochody chociaż nie mam bladego pojęcia jak skoro szerokość asfaltu jest na niespełna jeden samochód osobowy a na zdecydowanej długości trasy nie ma możliwości zjazdu na pobocze. Na motocyklach wjechaliśmy od strony północnej i chwilami było stromo. Droga prowadząca na Golgotę jest wyłożona betonowymi "kratkami" (nie wiem jak to nazwać), spod których obficie wyrasta trawa. Jak ktoś nie wie po co o tym piszę: może być ślisko! Udało nam się wjechać na parking przed szczytem. Technicznie dałoby się wjechać na samą górę ale już nie róbmy "wiochy". Po to jest ten parking żeby dalej nie wjeżdżać. Poza tym jest to miejsce święte więc kultura wymaga aby uszanować uczucia wierzących (...). Ale "do brzegu": Zdecydowanie warto wejść na górę pod sam krzyż bo widok jest naprawdę konkretny: panorama na wszystko dookoła. Droga dojazdowa ma pewne wymagania i pewien stopień trudności... ścigiem bym się tam nie zapuszczał. Za to enduro a zwłaszcza takie lekko uterenowione będzie się czuło jak ryba w wodzie. Zjechaliśmy z parkingu w prawo (drogą na południe) bo tam był asfalt i myślałem że będzie łatwiej... nie było łatwiej aczkolwiek asfalt to nie te betonowe kostki i przynajmniej nie miałem obaw o utratę przyczepności. Warto ale należy pamiętać, że jest stromo, kręto i wąsko. Proponuję nie korzystać z podjazdu od północy tylko od południa bo przynajmniej jest asfalt.

- Góra Żar 49.7872499,19.2255544 - kolejne miejsce z przepięknym widokiem (i kolejne podziękowania dla Angeli!).

- dwa miejsca pamięci w Oświęcimiu (50.0271721,19.2027786) i (50.0341668,19.1801399) - tego przedstawiać nie trzeba (mam nadzieję). Nie wchodziliśmy do środka bo żeby to obejść to potrzeba jednego pełnego dnia.

- Kopiec Kościuszki (50.0547322,19.8930296) w Krakowie - symboliczny grób gen. T. Kościuszki. Na sam kopiec nie wchodziliśmy ale skorzystaliśmy z kawiarni na tarasie widokowym za kopcem - coś na ząb i chwila odpoczynku bo ładnych kilka kilometrów już było za nami.

- Park krajobrazowy w Ojcowie gdzie nie wchodziliśmy bo tam również trzeba by spędzić pół dnia. Wjazd samochodem/motocyklem jest możliwy po wcześniejszym uzgodnieniu z dyrekcją tego parku. My skorzystaliśmy tylko z krótkiej pauzy na fotkę z maczugą Herkulesa (50.2426544,19.7828985).

- Zamek Królewski w Bobolicach (50.614134,19.4937163) - takich zamków w okolicy jest kilka. Ten jest odbudowany i można go zwiedzać za niewielka opłatą. Wyposażenie wewnątrz daje pewien obraz tego jakie to były czasy. Jest to jeden z kilku zamków, który leży na Szlaku Orlich Gniazd. Całego szlaku nawet nie próbowaliśmy zjeżdżać ze względu na już późną porę. Niemniej jednak nieopodal jest drugi podobny zamek, który odbudowany nie jest. Można więc porównać jak niewiele z tym pięknych zameczków zostało.

- Zamek w Olsztynie (pod Częstochową; 50.7526929,19.2766286) - miejsce zjazdu z drogi asfaltowej w drogę nieutwardzoną, prowadzącą pod zamek). Drugi z zamków, który odwiedziliśmy, który należy do Szlaku Orlich Gniazd. Również na szybko "fotka" u podnóża i dalej. Było już naprawdę bardzo późno a my byliśmy już porządnie zmęczeni.

Później już była tylko droga powrotna w stronę Opola. Z Karolem pożegnałem się na parkingu przed McDonalds pod Lublińcem. W zasadzie od tego miejsca aż do Opola jechałem po zmroku... a to jest dla zwierzyny leśnej najlepszy czas żeby wejść na drogę. Na szczęście nic takiego nie miało miejsca i bezpiecznie dojechałem do domu. Porządnie zmęczony ale szczęśliwy bo to był bardzo udany dzień. Pogoda perfekcyjna. Po drodze setki innych motocyklistów.

Podsumowanie
Czy polecam tak jeździć? - nie koniecznie. To była w pewnym momencie pogoń za czasem, który kończył się szybciej niż miałem nadzieję że się skończy. Trzeba było o jakiejś rozsądnej godzinie pojawić się w domu. Ale tym razem tak właśnie miało być: maksymalnie dużo czasu na motocyklu a poza motocyklem tyle tylko żeby dojść do siebie i coś zjeść. Cel jaki sobie założyłem został spełniony. Przypomniałem sobie w jakiej pozycji nie powinienem jeździć bo zaczynają boleć plecy i nadgarstki. przypomniałem też sobie dlaczego nie działa mi ładowarka USB przy kierownicy: bo kiedyś zainstalowałem tam manualny włącznik i o nim zapomniałem. Kolejna rzecz o której zapomniałem i która wyszła to mocowanie rowerowe. Tak, rowerowe. Bardzo dobrze sprawdza się w roli przypięcia do motocykla kasku i kurtki, żeby nie trzeba było z tym wszędzie łazić.
Na szczęście z motocyklem nic kompletnie się nie zadziało. Napięcie monitoruję wskaźnikiem na kierownicy (przewrażliwienie po awarii zasilania w Chorwacji). Tydzień przed wyjazdem wymieniłem akumulator na nowy, bardziej pojemny i o dużo większym prądzie rozruchowym bo przy oryginalnym akumulatorze były duże problemy z rozruchem silnika po zimnej nocy. Teraz tego problemu nie ma. Na tej wycieczce miałem między innymi sprawdzić ewentualne problemy z tym akumulatorem, bo to jednak nie jest model do tego motocykla - problemów absolutnie brak, wymiana jak na razie to same plusy.

Na koniec serdeczne podziękowania dla koleżanki Angeli za podrzucenie kilku naprawdę ciekawych miejscówek (kilka zostawiłem sobie na inną okazję). Podpowiedziała kilka rzeczy wcześniej i tym razem również okazała się niezawodna.
Gratulacje dla Karola, który dopiero poznaje co to jest turystyka motocyklowa. Jechał ze mną pierwszy raz i chyba nie wiedział do końca na co się porywa. Ale dał radę i za to ogromne brawa! Jechał na 125cc (Honda Varadero 125) a to przy tak wymagającej trasie jest MEGA wyzwanie! Pojechał "z marszu", posiadając w kufrze jedynie kilka drobiazgów i troszkę jedzenia...
... nie, nie było wcale wolniej bo mnie 125cc ograniczała. Nie było wolniej z prostego powodu: drogi były zawalone samochodami i motocyklami więc i tak średnia prędkość na drogach to było w granicach 70-80 km/h. Więc to nie był żaden problem. A na szybszych odcinkach Honda Varadero śmiga wystarczająco szybko.

Do następnego! Następnym razem będzie więcej zwiedzania i mniej jeżdżenia. Ewentualnie rozbijemy to na kilka dni.

... a kto miał być a nie był niech żałuje bo dzień był ZA--BI-STY !!!
Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego posta.



ODPOWIEDZ