Bałkany 2020

Jeśli masz jakiś pomysł na zorganizowanie wyprawy lub jakiegoś spotkania czy zlotu to pisz o tym w tym miejscu
Awatar użytkownika
MikiZ75
Aktywność:
Aktywność:
Posts w temacie: 3
Posty: 21
Rejestracja: 28 grudnia 2019, 21:30
Motocykl: GL 1800 + Venture 1300
Lokalizacja: Wrocław
Zodiak:

Bałkany 2020

#596

Post autor: MikiZ75 » 09 stycznia 2020, 19:12

Wicher - moim zdaniem Daniel czuje się odpowiedzialny za tą wyprawę i za ekipę, i bardzo mi się to podoba. Przykro było by kogoś zostawiać po trasie i to przez czyjąś własną głupotę i ignorancję. Też wyznaję zasadę, "kto ze sobą nosi to nikogo nie prosi".
Ze swojego doświadczenia (nie tylko motocyklowego) dot. prowiantu polecam, jak ja to nazywam: "trocinę". Są to błyskawiczne płatki owsiane + cynamon + jakaś żurawina lub rodzynki. Zalewasz rano gorącą wodą i powstaje zapychająca trocina dająca zarówno sytość jak i energię. Płatki ważą nie wiele ale paczka dla jednej osoby może wystarczyć na długo.



Awatar użytkownika
szymekdan
Administrator
Administrator
Posts w temacie: 24
Posty: 341
Rejestracja: 30 marca 2016, 14:02
Motocykl: Triumph Tiger 1050 2011
Lokalizacja: Opole
Zodiak:
Kontakt:

Bałkany 2020

#597

Post autor: szymekdan » 09 stycznia 2020, 21:34

Ja wiem czy odpowiedzialny...
W pierwszym poście po prostu zarzuciłem temat i jakiś zarys tego czego się spodziewam po trasie i po towarzyszach podróży. To nie jest tak, że ja to organizuję a reszta ewentualnie będzie po mnie jeździć jak po burej suce jeśli coś tam nie wyjdzie. To jest po prostu grubszy spontan oparty o pewien pomysł na trasę z elementami przygody. Jak się np. koledzy po drodze na mnie obrażą i powiedzą, że zmieniają trasę to się bić nie będę i pojedziemy inną trasą, po prostu. Jak będą chcieli zobaczyć coś po drodze to po prostu tam pojedziemy ;)
Co do śniadania to płatki to jedno. Ale jajeczka w formie jajecznicy (kupione dzień wcześnie!!!) dają petardę na pół dnia. Tyle że nie da się tego jeść za często

Awatar użytkownika
Norbas
Aktywność:
Aktywność:
Posts w temacie: 11
Posty: 14
Rejestracja: 28 grudnia 2019, 21:48
Motocykl: Yamaha XT 1200Z Super Tenere

Bałkany 2020

#610

Post autor: Norbas » 13 stycznia 2020, 21:22

No pare rzeczy już zakupiłem na wyjazd.Moto lada dzień idzie na serwis.jak z prawem jazdy czy wyrabiać miedzynarodowe?

Awatar użytkownika
szymekdan
Administrator
Administrator
Posts w temacie: 24
Posty: 341
Rejestracja: 30 marca 2016, 14:02
Motocykl: Triumph Tiger 1050 2011
Lokalizacja: Opole
Zodiak:
Kontakt:

Bałkany 2020

#612

Post autor: szymekdan » 14 stycznia 2020, 12:31

Też się zastanawiam. Na pewno muszę wyrobic paszport bo bedziemy przejeżdżać przez kraje, które sa poza UE. Ostatnio mi sie udało "przebłagać" celników, ze tylko na chwilę, że zaraz wracamy... ale jakbym miał jakąś kolizję to juz by pewnie nie było tak kolorowo. Tak więc paszport na pewno, prawo jazdy... zorientuję się i napiszę. Ale raczej lepiej to mieć i nie potrzebować niż potrzebować i nie mieć. Na pewno zieloną kartę trzeba posiadać, bezwzględnie. Kartę ECUS (za darmo, od ręki, na rok w NFZ - przynajmniej w Opolu tak jest) ale to jest tylko podstawowa opieka typu "plasterek na zadrapanie" czy bolący ząb. jakieś grubsze rzeczy może to nie wystarczyć, szczególnie (na pewno) nie obejmuje to transportu medycznego do Polski. Dlatego wskazane jest posiadanie NNW jakies dodatkowe, ze zwróceniem szczególnej uwagi właśnie na transport medyczny do Polski z każdego kraju jaki mamy po drodze. Nie chcę tutaj smęcić ale co roku widzę te same historie na FB: dwóch motocyklistów jedzie w Europę, jeden ulega wypadkowi a drugi ma problem bo stoi z dwoma motocyklami i nie wie co dalej... przy okazji więc jakieś Assistance. Ciężko znaleźć dobre jeśli motocykl ma więcej niż 5 lat. Najczęściej lawetowanie jest maksymalnie do 300km a to jest kluczowa sprawa jeśli awarii ulegnie coś w silniku. Po drodze się tego raczej nie naprawi, przynajmniej nie w rozsądnym czasie. Jakaś przebita opona czy zerwany łańcuch to tak ale jak trzeba silnik rozpoławiać to już lepiej to robić w pobliżu domu bo to nie są ani tanie ani szybkie sprawy. Z doświadczenia wiem, że jak "mechanik" zwietrzy turystę w potrzebie to stawka za "pomoc potrzebującemu" znacznie wzrasta. Niekiedy taniej jest odholować sprzęt do Polski i tam na spokojnie dać do naprawy.
Co do prawa jazdy międzynarodowego to pogooglam coś i dam znać.

Awatar użytkownika
szymekdan
Administrator
Administrator
Posts w temacie: 24
Posty: 341
Rejestracja: 30 marca 2016, 14:02
Motocykl: Triumph Tiger 1050 2011
Lokalizacja: Opole
Zodiak:
Kontakt:

Bałkany 2020

#613

Post autor: szymekdan » 14 stycznia 2020, 14:28

Sprawę "międzynarodowego prawa jazdy" ruszyłem w osobnym wątku, >>TUTAJ<<

Generalnie chodzi o to, że:
1. Wszelkie dokumenty jakie zostały wydane u nas w Polsce, są ważne w każdym z tych krajów, np. prawo jazdy czy dowód osobisty;
2. Dowód rejestracyjny jest ważny (sprawdzone na granicy z Czarnogórą i Albanią przeze mnie);
3. W czasie kontroli drogowej policjanci nie maja prawa wymagać od nas wyposażenia jakie nie jest wymagane u nas w Polsce, o ile pojazd jest zarejestrowany w Polsce.

Od razu piszę, że z tym ostatnim jest różnie. Na przykład w Słowacji byłem świadkiem jak policja dowaliła jednemu z polskich motocyklistów mandat za brak kamizelki odblaskowej i brak żarówek z bezpiecznikiem. Apteczkę akurat miał. Nie było żadnego tłumaczenia. Rzucili tylko informację, ze jak się ktoś z tym nie zgadza to może z tym iść do sądu i tyle. "Pokutę" (mandat) trzeba wziąć i zapłacić, nie ma tam możliwości odmowy. Później ewentualnie sądy i starania się o zwrot... czyli nikt normalny się na to nie zdecyduje bo to jest droższe niż sam mandat.

Awatar użytkownika
szymekdan
Administrator
Administrator
Posts w temacie: 24
Posty: 341
Rejestracja: 30 marca 2016, 14:02
Motocykl: Triumph Tiger 1050 2011
Lokalizacja: Opole
Zodiak:
Kontakt:

Bałkany 2020

#615

Post autor: szymekdan » 16 stycznia 2020, 09:36

Mam propozycję zmiany trasy
... na nieco krótszą i wydaje mi się że nieco bardziej sensowną, ale...

Trasa jaka obowiązuje na ten moment:
trasa1.jpg
W tej chwili prawie 4000 km. Można spokojnie napisać, że wliczając w to jakieś szukania i błądzenia, spokojnie przekroczymy 4000 km.

Trasa jaką zaproponował mój kolega:
trasa2.jpg
nieco ponad 2000 km, nie wliczając żadnych punktów po drodze. Szacuję że docelowo będzie to maksymalnie 2500 km.

No i teraz mam malutki dylemat ponieważ nowa trasa:
- nie obejmuje Rumunii, Bułgarii i nie zbliżymy się do Turcji;
- trasa będzie krótsza o ponad 1500 km;
- przebiegać będzie przez Serbię, Macedonię, czego nie było w pierwotnym planie.

No i w związku z tym pojawia się pytanie: czy rezygnujemy z Morza Czarnego i ewentualnej Turcji na rzecz Serbii i Macedonii? Ja nie byłem ani w Turcji ani nad Morzem Czarnym, mogę jedynie opierać się na opiniach tych co byli. A niemal wszyscy piszą mi, że np. w Bułgarii nic nie ma i nie ma sensu tam jechać. Z kolei do Turcji opłaca się jechać ale tylko na południe i na wschód bo tam są te najciekawsze miejsca. Wjechać tam tylko po to żeby zaraz wyjechać to trochę bez sensu (tak mi piszą).
Rumunia: niemal na pewno Transofgarska w Rumunii na 99% będzie zasypana śniegiem, poza tym to będzie późna wiosna i będzie tam pełno niedźwiedzi wygłodniałych po zimie... a wg szacunków jest ich tam ponad 6500. Inne drogi przez góry w Rumunii podobnie.

Według nowej trasy jechalibyśmy przez Serbię, która jest równie piękna jak Rumunia. Za dużo na ten temat nie powiem bo byłem tam raptem kilka godzin i to w nocy, jak wracaliśmy przez kilka objazdów z Albanii do Chorwacji... takie małe kółeczko :P Macedonia podobnie. Być może uda się wjechać do Kosowa ale to nie na pewno bo Serbowie... delikatnie pisząc nie lubią Kosowa a tym samym nie lubią ludzi którzy tam próbują wjeżdżać. Mówią, że tam nie ma nic ciekawego i często zawracają z granicy do Serbii. W każdym razie różnie to może być. Na pewno są poważne problemy z wjazdem do Serbii od strony Kosowa ale to nas raczej nie dotyczy. Nie przeciągając: jest tam co zwiedzać i podobno nie ma problemów ze spaniem na dziko. Trzeba jedynie uważać gdzie się wjeżdża bo jest jeszcze sporo min po wojnie (lata 90te). Właśnie w związku z tą wojną jest bardzo dużo pamiątek i miejsc wartych odwiedzenia.

Ja skłaniam się do nowej trasy. Nie mam parcia na Turcję, lepiej to zrobić innym razem trochę bardziej porządnie. Rumunia jest piękna ale co z tego jak przełęcze, przez które musielibyśmy przejechać raczej będą nieprzejezdne (pokryte śniegiem). W Bułgarii najprawdopodobniej nie ma niczego ciekawego, poza "zaliczeniem" Morza Czarnego.

Jakie jest Wasze zdanie?
Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego posta.

Awatar użytkownika
Infinity
Aktywność:
Aktywność:
Posts w temacie: 6
Posty: 6
Rejestracja: 22 listopada 2019, 20:02
Motocykl: DL650
Lokalizacja: Szczytno
Zodiak:

Bałkany 2020

#616

Post autor: Infinity » 16 stycznia 2020, 13:02

Ja jestem elastyczny
Może być i tak, więcej czasu będzie na Plaażing.
Rumunia faktycznie będą trasy zamknięte byłem w zeszłym roku,
No i zimno i mokro w górach około 7 stopni. Niedźwiedzi nie widziałem A chciałem😉
Bułgaria tak jak było napisane.
Prawko mam międzynarodowe paszport również posiadam👊

Awatar użytkownika
Norbas
Aktywność:
Aktywność:
Posts w temacie: 11
Posty: 14
Rejestracja: 28 grudnia 2019, 21:48
Motocykl: Yamaha XT 1200Z Super Tenere

Bałkany 2020

#617

Post autor: Norbas » 16 stycznia 2020, 19:02

Panowie Ja zdaje się na Was.Dla Mnie będzie to pierwszy wyjazd tak daleki oczywiście motocyklem.Wszystko będzie nowe bo tylko czytałem o Bałkanach.Jedziemy jak wyznaczył Daniel tą drugą trasę proszę bardzo.Coś się urodzi w trakcie to można tu i ówdzie wykręcić coś zobaczyć nic na siłę.To ma być przyjemność coś zwiedzić,porobić fotki a nie zapierd..ć na złamanie karku bo musimy to czy tamto.Daniel a powrót jaki przewidujesz?

Awatar użytkownika
Infinity
Aktywność:
Aktywność:
Posts w temacie: 6
Posty: 6
Rejestracja: 22 listopada 2019, 20:02
Motocykl: DL650
Lokalizacja: Szczytno
Zodiak:

Bałkany 2020

#619

Post autor: Infinity » 16 stycznia 2020, 20:22

Chyba tak jak w pierwszej wersji głównie
Brzegiem Adriatyku

Awatar użytkownika
szymekdan
Administrator
Administrator
Posts w temacie: 24
Posty: 341
Rejestracja: 30 marca 2016, 14:02
Motocykl: Triumph Tiger 1050 2011
Lokalizacja: Opole
Zodiak:
Kontakt:

Bałkany 2020

#620

Post autor: szymekdan » 16 stycznia 2020, 21:48

W takim razie pojedziemy trasą drugą, przez Serbię. Ja coś poszperam po internetach i po znajomych bo z tego co pamiętam kilku było i bardzo sobie chwalili. Musze kilka fajnych punktów od nich capnąć. Wy też coś poszukajcie, popytajcie. Fajnie by było trafić jakiś wodospad z kawałkiem trawnika albo plaży. Byłby darmowy prysznic :P

Generalnie, jeśli o mnie chodzi to moim celem jest najniżej położone miejsce na kontynentalnej Europie, najbardziej wysunięte na południe. To chcę zaliczyć, zrobić tam jakieś fotki, może (prawie na pewno) nakręcę jakiś kawałek filmu żeby tylko pogoda dopisała. Od tego momentu zaczynamy drugą część trasy, która prowadzi przez Albanię, Czarnogórę do Chorwacji. Po drodze mamy kilka punktów, kilka serpentyn, trochę (podobno) ciekawych odcinków. No i plaże, plaże, plaże...
W Chorwacji jako jedno z pierwszych miejsc po drodze mamy Dubrovnik. Kto był to wie a kto nie był... jak dla mnie Wawel w formie miasta! Jak ktoś ogląda "Grę o tron" to na pewno wie, że tam właśnie było kręconych bardzo wiele scen. I to wszystko w większości za free! To znaczy wstęp do kilku obiektów i na mury jest płatny (jeśli dobrze pamiętam to po 50 kun chorwackich) a tak poza tym to po mieście można łazić do woli. Z doświadczenia wiem, że motocykle parkują w całym Dubrowniku za darmo, tylko są dwa warunki:
- nie wolno utrudniać ruchu i zatrzymywać się tam gdzie jest wyraźny zakaz;
- nie wolno zajmować miejsc przewidzianych dla samochodów. Poza tym można ładować się tam gdzie jest miejsce.
Poza tym będziemy tam przed sezonem więc może nie będzie tłoku. Mam tam upatrzone ze dwie miejscówki, więc będzie można przeznaczyć na to miasto cały dzień a pod wieczór (po zachodzie słońca) po prostu pojedziemy na miejscówkę spędzić noc.
Jak chcecie to można połazić po Split - przejechałem obok i podobno warto tam połazić. Z takich motoryzacyjnych rzeczy na pewno będę chciał wjechać na Sveti Jure bo ostatnio trasa mnie przerosła i zrezygnowałem. Ale to po prostu przez VFR nad która do końca nie panowałem. Jak się później okazało, od miejsca w którym zrezygnowałem była elegancka droga do samej góry (...) :x:oops::evil:
Poza tym jak ktoś nie był w Chorwacji na motocyklu to mamy BARDZO malowniczą trasę niemal przy samym wybrzeżu, przez całą Chorwację. Non stop zakręty i winkle, przez ponad 1000 km. Do miejscowości Senji. Wyżej nie jechałem i tam plan mi się urywa.

Teraz przechodzę do zakończenia, czyli trasy na koniec. Tutaj niczego nie będę planował. Są dwie opcje i w zależności od naszych możliwości i sił, pojedziemy od razu w stronę Polski albo pojedziemy w stronę Włoch. Po drodze mamy Wenecję, Weronę i dalej już przejazd przez Stelvio (przejazd płatny ale warto) i na północ przez Alpy (Austria, Niemcy) w stronę Monachium, ale nie wiem czy jest sens wjeżdżać do miasta. Chyba że ktos chce strzelić fotkę pod stadionem. Po drodze mamy dwie znane skocznie narciarskie - też tylko na fotkę. Być może jest coś jeszcze, nie wgłębiałem się. Wydaje mi się, że w Alpach raczej skupilibyśmy się na bardzo spokojnym przejeździe i podziwianiu krajobrazów.

Część pt. powrót w wersji przez Włochy i Alpy mam kompletnie nie rozpracowany. Podobno bardzo ryzykownym jest szukanie biwaku na dziko. Mieszkańcy BARDZO tego nie lubią jak tylko coś takiego zobaczą to natychmiast mamy policję na głowie (nieprzyjemności i mandat w XXX euro). Dlatego jeśli zdecydujemy się na to rozwiązanie to noclegi raczej będą w kempingach żeby nie ryzykować. Z resztą jeszcze pooglądam mapy grupy biwakowej, może mają jakieś sprawdzone miejscówki w tamtym rejonie. Niemniej jednak nastawić się trzeba na dodatkowe wydatki w formie płatnych noclegów. Wypadnie tak ze 3 noclegi więc nie powinno być tragedii.

Z tej całej wyprawy najbardziej boję się czego innego, nie wiem czy też o tym myślicie: czeka nas GIGANTYCZNY wysiłek fizyczny i psychiczny. Wiecie... co innego jest zrobić sobie wycieczkę na 1-2 dni a co innego na 3 tygodnie bez przerwy na motocyklu. Moje doświadczenia są następujące: pierwszy dzień jest rewelacyjny. Jedziemy, podziwiamy wszystko dookoła nawet jak nic tam nie ma, po prostu wszystko jest nowe, wszystko jest ciekawe. Nocleg na dziko wygląda tak, że trzeba sobie miejsce upatrzyć + dwa zapasowe i jedziemy tam przed samym zmrokiem, żeby tylko sobie spanie rozłożyć. Od razu piszę: jeśli okolica będzie ryzykowna, czyli z dużym prawdopodobieństwem ktoś nas zobaczy, to nie będzie namiotów. Jedynie jakiś materac i na to śpiwór. I spanie pod chmurką, dosłownie. Jak nas ktos pogoni, żeby nie było pierdzielenia ze składaniem namiotów i innego tałatajstwa, tylko powietrze z materaca i ładujemy wszystko byle jak do bagażu i spadamy... chociaż jeszcze takiej sytuacji nie widziałem. Oczywiście, jeśli będzie prawdopodobieństwo deszczu to nie będziemy się pierdzielić tylko namiot bez względu na wszystko i tyle. Będzie to w czerwcu mniej więcej godzina 21-wsza. Proponuję wykorzystać czas w nocy na odpoczynek ile wlezie bo drugi dzień wstajemy o świcie jak tylko słońce wzejdzie, zanim ktoś nas wypatrzy. Prawie na pewno nie będziemy wyspani i z całą pewnością nie będziemy wypoczęci. Wsiadamy na motocykle... i po pół godzinie jesteśmy tak samo zmęczeni jak dzień wcześniej na koniec dnia! A to dopiero drugi dzień! Szukamy jakiejś kafejki albo innego miejsca do posiedzenia, tam się pakujemy jak trzeba, ustalamy plan na resztę dnia... i jedziemy albo zwiedzamy, albo jedno i drugie... byleby z uśmiechem na ustach ;)

To jest to czego się boję - zmęczenie, rozczarowanie, rezygnacja. Jeśli do tego dojdzie jakaś wywrotka, porysowanie motocykla czy jakaś awaria... to nie pomoże w zachowaniu dobrego humoru. Np. w Chorwacji wpadłem w lekkiego doła tak mniej więcej w 5 dniu. Byłem wymęczony, przepocony i śmierdzący jak świnia (doslownie!), moto zdążyłem porysować na kamieniach... dobra bo złe wspomnienia wracają. Ale wtedy miałem zły plan: nie miałem wcale zamiaru odpoczywać w jakichś cywilizowanych miejscach tylko 100% noclegi na dziko. Uwierzcie mi: NIE DA SIĘ TAK! Co 3-4 dni będzie potrzeba zjechać gdzieś, gdzie się porządnie wykąpiemy, wyśpimy ile wlezie, zrobimy pranie. Będzie na to czas. Dlatego to jest 3 tygodnie a nie 2.
W każdym razie musimy się wszyscy razem pilnować i to bardzo. Jak ktoś będzie czuł, że jest zmęczony (fizycznie lub psychicznie) to bardzo proszę o informację bo dalsza jazda w tym stanie nie będzie miała nic wspólnego z przyjemnością a może doprowadzić do deprechy, załamania, frustracji, niepotrzebnych nerwów... czyli tego wszystkiego czego nie chcemy. Musimy po prostu utrzymywać dobry humor za wszelką cenę.
Trasę skróciłem o ponad 1500 km a czasu mamy na to ciągle 3 tygodnie więc na luzie powinniśmy wygospodarować czas na plażing i leżing. Może uda się znaleźć jakąś fajną dziką plażę a może trzeba będzie zatrzymać się na kempingu... zobaczymy jak wyjdzie. W najgorszym wypadku odpuścimy sobie te Alpy i z Senji odbijemy w stronę Polski. Do Opola stamtąd jest około 960 km więc jakby się ktoś zawziął to w ciągu jednego dnia jesteśmy w stanie to przelecieć. Po drodze za bardzo nie ma co zwiedzać. Czechy i Słowacja mają autostrady darmowe dla motocykli więc i tak można to załatwić żeby było szybciej. Chyba, że resztkami sił pozwiedzamy sobie te rejony bo to dwa malownicze kraje... chociaż na tle Chorwacji to takie Czechy raczej nie będą robiły żadnego wrażenia...
Zobaczymy jakie będą potrzeby. W razie czego mam dość fajną miejscówkę w 1/3 drogi do Polski, nad takim stawem rybackim, gdzie wędkarze są bardzo fajni (to ich teren, ich klub) i nie robią najmniejszych problemów żeby rozłożyć namiot - legalnie, za darmochę i bez nerwów.

Tak to mniej więcej będzie wyglądało.

Co nam może ułatwić życie: Ja pamiętam, że na południu BARDZO MOCNO grzeje. My tam będziemy w czerwcu więc słoneczko będzie już napierdzielać niemal pełną mocą. Jak ktoś ma możliwość to radzę się ubrać w jasny kombinezon, z dużą ilością meshu. Ja już mam Adrenaline Meshtec 2. Trochę zdążyłem na tym pojeździć w lecie gdy mieliśmy te upały. Moim zdaniem na upały nie ma nic lepszego. Jasny (niemal biały) kolor sprawia, że to się wcale nie nagrzewa (w przeciwieństwie do standardowych czarnych ciuchów) a ogromne panele mesh powodują, że się jedzie jak w koszulce i majtkach. Zero potu, zero przegrzania... całkiem inny komfort podróżowania w słońcu! A pisze akurat o tym modelu bo to jest stosunkowo tanie. Z tego co pamiętam, za spodnie i kurtkę dałem chyba 750 zł łącznie z przesyłką. A naprawdę jest to fajny ciuch. Jedyny minus jaki rzuca się w oczy to brak kieszeni. W zasadzie kieszeni jest tyle co w zwykłej kurtce wiatrówce i zwykłych cywilnych dżinsach. W związku z tym cały bagaż, wszelkie gadżety raczej muszą wylądować w kufrach czy sakwach. Chyba że ktoś swoje zabawki pomieści w dwóch zwykłych kieszonkach bocznych oraz jednej wewnątrz kurtki. W spodniach mamy kieszenie niemal takie same jak w dżinsach. To tak żeby zobrazować co to jest. Jakość materiału ani nie powala na kolana ale też nie można powiedzieć że jest zła. Nic się nie pruje, nic nie odlatuje, materiał jest solidny, ochraniacze takie jak trzeba. Wydaje mi się, że jak ktoś spokojnie jeździ bez szaleństw to w zupełności wystarczy.

Druga rzecz to wygodny kask. Do Chorwacji w 2018 roku (pierwsza moja poważniejsza wycieczka) wybrałem się w moim pierwszym kasku, LS2 322 (czy jakoś tak) - kask integralny, naprawdę tani (chociaż z atestem) a co za tym idzie nie miał on nic wspólnego z komfortem podróżowania. Musiałem go naprawdę porządnie przerobić żeby dało się w nim robić kilometry. Kumple się śmiali, że zbudowałem całkiem nowy kask tylko skorupa została. I w sumie dużo się nie pomylili. Ale i tak było niewygodnie i głośno. Przeraźliwie głośno! Szczeliny tam są takie i w takich miejscach, że miałem wiatr, który mi wpadał wprost w dziurki od uszu! Możecie sobie wyobrazić jaki to był huk i po jakim czasie miałem zapalenie ucha wewnętrznego - od razu! Po modyfikacjach miałem ciszej i pozatykałem sobie te dziury ale "styropian" i tak gniótł w głowę jak głupi. Dlatego kask to drugi ważny element na wyprawę. Teraz mam Shubertha C3 Pro, który jest po prostu fenomenalny jak dla mnie. Nic kompletnie nie trzeba przerabiać i jest cichutko. Bez szyby (jeszcze wtedy na VFR) jak się wychyliłem na wiatr to do 60km/h kompletnie nie było żadnych dźwięków a do 100km/h było słychać że jest ten przedmuch ale to nie miało nic wspólnego z hukiem. Dopiero powyżej 120km/h zaczyna być głośno. Ale do huku, który chciałby zamordować moje uszy jeszcze daleka droga. Kask, ten konkretny, to drugi element który polecam jeśli ktoś ma możliwości. Chociaż wszyscy mamy wysokie turystyczne szyby i wygodne pozycje więc nawet w LS2 da się ujechać taką wycieczkę bez większych trudności.

Materac! Koniecznie gruby! Karimaty ZDECYDOWANIE nie polecam bo na przykład calusieńka Chorwacja to jest jedno wielkie składowisko kamieni różnej średnicy. Jak uda się znaleźć kawałek trawy to będzie mega sukces! I w związku z tym, że raczej będziemy spać na tych kamieniach polecam zaopatrzyć się w gruby, dmuchany materac + jakaś taśma jakby się pojawiła jakaś dziura czy coś innego do łatania. Naprawdę na karimacie nie da się tam spać! Nawet takiej grubszej, samopompującej.

Poza tym zdecydowanie polecam zabrać ze sobą dobry humor, przygotować się mentalnie na to że będzie trudno, że warunki będą po prostu dramatycznie słabe, być może będzie problem znaleźć cokolwiek do spania - może się tak zdarzyć. Chociaż raczej musielibyśmy mieć gigantycznego pecha. Bazę miejsc sprawdzonych mam raczej dużą a jak i to się skończy to wiem jak szukać czegoś sensownego. W ostateczności pójdę prosić kogoś o miejsce na kawałku trawy w okolicach czyjegoś domu aczkolwiek jeszcze nigdy nie miałem takiej potrzeby. Prędzej przez przypadek wbiłem się komuś na prywatną łąkę albo w inne prywatne miejsce które nie było oznaczone. Właściciel przyszedł i wystarczyło być grzecznym, ładnie poprosić, zapewnić że będzie porządek po wyjeździe i tyle.

Poza tym przewiduję luz bluz i zwiedzanie okolicy. Jak nas słońce nie zamorduje to będzie git malina ;)

PS.
Tak patrzę na szczegóły trasy i po modyfikacjach, wliczając te całe Alpy na koniec, wychodzi mi, że przejedziemy jakieś 5500 - 6000 km (bliżej 5500). Więc raczej nie będzie spiny żeby robić po XXX kilometrów dziennie. Niemniej proponuję w pierwszy i drugi dzień walnąć tyle ile wlezie bo po drodze i tak za dużo nie ma co oglądać. A jak wjedziemy do tej Grecji to na spokojnie po 200-300 km na dzień (średnio). Ale oczywiście można walnąć ze 400-500 a później kolejny dzień leżeć bykiem na jakiejś plaży... wszystko kwestia dogadania się i szczęścia w odnalezieniu dobrej miejscówki! ;)

ODPOWIEDZ