[PRZEMYŚLENIA] za zimno, nie jadę...

Tutaj znajdziesz nasze propozycje odnośnie ekwipunku na wyjazdy, zasad itp.
Awatar użytkownika
szymekdan
Administrator
Administrator
Posts w temacie: 3
Posty: 343
Rejestracja: 30 marca 2016, 14:02
Motocykl: Triumph Tiger 1050 2011
Lokalizacja: Opole
Zodiak:
Kontakt:

[PRZEMYŚLENIA] za zimno, nie jadę...

#679

Post autor: szymekdan » 20 lutego 2020, 15:19

Za zimno, nie jadę. Deszcz pada, nie jadę. Wieje, nie jadę (...) Ja pierdzielę, to kiedy Wy jeździcie?

Tak, to będą Himalaje gównoburzy. Ci bardziej kumaci trochę się uśmieją. Ci mniej kumaci się poobrażają... trudno. To jest luźny tekst, moje przemyślenia. Broń Boże żadne porady czy inne rzeczy typu "jak żyć" ! To jest WYŁĄCZNIE mój punkt widzenia, z którym zdecydowana większość raczej się nie zgodzi... ale co ja na to mam poradzić?

Tak sobie myślę (dlatego to jest oznaczone jako moje przemyślenia) i obserwuję, że mój tok myślenia jeśli chodzi o "motocyklizm" jakimś dziwnym trafem mija się z większością motocyklistów. Na szczęście nie wszystkich. Jest na wielu, którzy jeżdżą wtedy, kiedy to jest możliwe. Oczywiście "z głową" bo wiadomo, że po zimnym i zapiaszczonym asfalcie nie schodzi się na kolano, łokieć, kask... Z resztą ja wcale nie czuję potrzeby schodzić na kolano... chyba jestem jakiś dziwny.

Jak to ze mną jest?
Tego co miałem za dzieciaka nie liczę: jakiś motorower i ujeżdżanie go po okolicy... to było wiele lat temu. Później weszła ustawa umożliwiająca mi ujeżdżanie 125cc na prawku kategorii B. I skorzystałem bo dlaczego nie? Nie planowałem zostawać motocyklistą, robić prawa jazdy na pełne A i kupowania czegoś większego. W tamtym czasie wydawało mi się, że 125cc ze swoimi osiągami jest dla mnie w zupełności wystarczającym sprzętem... jak bardzo się myliłem...
125cc kupowałem na początku kwietnia a kategorię A odbierałem już pod koniec wakacji czy na początku września... i od razu VFR800... jaki człowiek był wtedy głupi. Jaki jestem głupi teraz, tylko dowiem się o tym za jakiś czas... ale nie o tym.

Temat VFR800 został przeze mnie skutecznie zamknięty. Nie dlatego, ze coś z tym motocyklem było nie tak - wręcz przeciwnie: to pancerne moto. Nowy właściciel jest zadowolony, tak pisze. Po prostu to jest (rocznik 1998) dość wysoka i ciężka konstrukcja z wysoko umiejscowionym środkiem ciężkości... a to dla takiego skrzata jak ja to nie jest dobre rozwiązanie. Parkingówek było co niemiara!

Jest teraz Triumph Tiger 1050... jeszcze wyższy! Co za ironia losu. Ale za to lżejszy do ponad 20 kg a co najważniejsze: środek ciężkości jest gdzieś nisko, nie czuć wagi motocykla. No nic, widocznie dla mnie każdy motocykl będzie wysoki. Chyba że zdziadzieję do tego stopnia, że trzeba będzie jeździć na chopperkach czy innych tego typu rzeczach. Wtedy raczej będzie dobrze jeśli chodzi o wysokość siedziska.

Koniec sezonu / rozpoczęcie sezonu
Ja się pytam PO CO? Co to ma na celu? Oczywiście rozumiem, że każdy powód do zorganizowania imprezy i spotkania się jest dobry ale nie o to mi chodzi, nie o imprezy z tym związane. Chodzi mi o to, że zdecydowana większość motocyklistów przestaje jeździć od jesieni do wiosny... dlaczego? Oczywiście jeśli jest przymrozek i na drodze jest śnieg z lodem to jeździć po czymś takim to jest już wariactwo... chociaż oczywiście są i tacy, którzy i po takim czymś jeżdżą. I tutaj dochodzimy do meritum sprawy: gdzie jest Wasza granica, której nie przekraczacie?

będzie padać, nie jadę!
Ja nie wjeżdżam na lód i śnieg ale deszcz mi nie straszny. Jak dla mnie to tylko woda i można sobie z tym poradzić: prędkość motocykla zredukowana a samo ubranie ma być zabezpieczone odpowiednimi środkami (impregnantami) żeby wody nie przepuszczały. A jak trafiam na ulewę? Od krótkiego czasu mam na taką okoliczność kombinezon przeciwdeszczowy... z tym, że nie wiem co gorsze: zmoknąć od deszczu czy zapocić się od środka. Bo oczywiście taki kombinezon jest barierą w obie strony: do wewnątrz jak i na zewnątrz. Ja wiem, są membrany Gore-tex i tego typu rzeczy... ale aż takim maniakiem ulew nie jestem żeby wydawać na to pieniądze.

Za zimno, nie jadę!
Podobnie, jak miało to miejsce z deszczem, jest z temperatura powietrza. Za zimno? - nie jeżdżą. A ja jeżdżę. Co prawda nie zamierzam zdobywać Syberii przy minus 40 stopniach ale przy minus 7 już jechałem. Wjeżdżałem na Szczyrk i zjeżdżałem z drugiej strony (od strony Wisły). Były elementy lodu, był śnieg na poboczu a ja trzymałem się wyjeżdżonego przez opony samochodów czarnego pasa. Nie było to mądre bo 10 cm w prawo lub w lewo i bym był na lodzie (VFR bym nie utrzymał, nie ma takiej opcji). Dlatego tę jednorazową wycieczkę uważam za niedopatrzenie z mojej strony. Taki wypadek przy pracy. Ale nic się nie stało, udało się wjechać i zjechać bez wywrotki. Niemniej jednak staram się już nie jeździć tam gdzie nie powinno być motocyklisty (lód i śnieg, szczególnie na winklach w Szczyrku).
Niemniej jednak, jeśli asfalt jest suchy to ja nie widzę przeciwwskazań żeby sobie spokojnie pojeździć. Za zimno? - to się ubierz. Mnie tak mama uczyła za dzieciaka i wiecie co? - to działa! To oczywiście żart ale obrazujący to co chcę powiedzieć / napisać: można jeździć jak jest zimno ale trzeba to zrobić z głową:
- ciepło się ubrać. Tutaj nie ma nad czym dywagować. Jest zimno to się trzeba porządnie ubrać. Kombinezon z lata może okazać się zbyt słabą ochroną. Trzeba coś włożyć pod spód;
- schować się za owiewkami. Jak ktoś nie ma owiewek to faktycznie się nie dziwię, że kierownik marznie. Ale widziały gały co brały (...);
- prędkości... delikatnie pisząc: spacerowe. No niestety, zimą nie schodzimy na kolano. Szczególnie na zakrętach zachowujemy gigantyczną ostrożność bo w okresie zimowym i tuż po nim na asfalcie jest pełno piachu i innego śmiecia. Rolnicy zaczynają swoją pracę... a oni wyjeżdżając z pól na drogę raczej nie wycierają swoim ciągnikom kół z błota (...). Można się zdziwić wjeżdżając nagle w takie niespodzianki.

No tak. Dla lubiących ostrzejsza jazdę to jest nie do przełknięcia. Telepać się litrem do 100 km/h? Wchodzić w zakręty bez składania się? Poza tym jak włożyć w ciasny kombinezon jakieś ocieplacze... to się nie da! Moja odpowiedź na to jest taka: albo się chce jeździć i się jeździ stosownie do warunków, albo się w domu siedzi przed TV i się jara Moto GP - Wasza sprawa!

Na szczęście ja nie mam potrzeby składania się na kask w zakrętach, etap "v-max" mam już daleko za sobą. Dlatego jak mam ochotę pojeździć to po prostu dopasowuję ubiór do pogody i idę jeździć. Tyle. Nie ma tutaj żadnej większej filozofii. Nie imponują mi głośne wydechy a wręcz mi przeszkadzają. Nie czuję potrzeby zamykania opon bo za bardzo szanuję siebie i swój motocykl żeby ryzykować "bo kogoś to drażni w oczy" - jego oczy i jego problem, nie mój. Ja jeżdżę turystycznie a w związku z tym zdecydowana ilość czasu to jest jazda na wprost. A w związku z tym opony będą robiły się kwadratowe. Jak się jeździ głównie na wprost to tak się dzieje... w imieniu praw fizyki: przepraszam!

Teraz się zacznie...
Niekiedy zastanawiam się po co ci lub tamci kupili sobie motocykl. Po co im motocykl skoro wyjeżdżają kilka razy do roku. I nie, żeby było to Maroko albo choćby Bałkany... nie! To jest wyjazd niedzielny do pobliskiego baru na kawę, na przykład. O nich nie będę pisał bo ich rozumiem. To jest ich sprawa, że mając motocykl i w zasadzie nim nie jeżdżą. Mają jakiegoś sobie boberka czy chopperka i taki motocykl idealnie nadaje się do tego... żeby błyszczał i stał w garażu. OK, ja się z tym nawet zgadzam. Ale nie rozumiem ludzi, którzy pokupowali sobie zaawansowane sprzęty do turystyki o pojemności skokowej 1200 i więcej, z kompletem kufrów, z wyposażeniem jakiego ja nigdy mieć nie będę (bo nie potrzebuję, bo nie chcę go mieć itd.). Sam motocykl grube dziesiątki tys. zł, do tego wyposażenie: kolejne kilkanaście tys. zł... w sumie jest gotowy na podbijanie Sahary. Ale jeździ po okolicy... z tymi kuframi! Tego chyba nigdy nie zrozumiem.

Żeby nie było...
Ja nikomu nie bronię posiadania takiego czy innego sprzętu - każdy sobie kupuje co chce i robi sobie z tym co chce, ja w to nie wnikam. Miejcie sobie i po 30 motocykli i jak dla mnie wcale nie musicie na tym jeździć. Siedźcie sobie w garażu i patrzcie jak błyszczą... to po prostu refleksja kogoś kto patrzy na to z boku. Mój punkt widzenia.

Do brzegu...
Reasumując. Ja jeżdżę cały rok. Sezonu nie kończę. Pogoda nie jest dla mnie przeszkodą, w końcu zawsze jakaś jest. Bywam na zakończeniach czy na rozpoczęciach sezonu ale nie dlatego że kończę czy rozpoczynam jakiś sezon - absolutnie nie! Napiszę więcej: nie jestem tam nawet dla przyjemności bo wydechy drące ryja czy palenie gumy mi kompletnie nie imponuje. Wręcz przeciwnie - patrzę na to z politowaniem (...). Bywam tam z dwóch powodów:
- dla zasady, bo uważam, że każdy motocyklista powinien po prostu to zaliczyć. Dla samego zaliczenia;
- żeby spotkać znajomych bo niekiedy jest to jedyna okazja, żeby kogoś zobaczyć na motocyklu.
Myślę i myślę ale nie widzę innych powodów. Próbowałem kiedyś podpatrzeć / podsłuchać jakieś rozmowy innych. Jakie są ich powody bywania na takich imprezach. Okazuje się, że oprócz spotkania się, poznawania nowych znajomych (tutaj się zgadzamy) jest to pochwalenie się swoim sprzętem oraz podziwianie innych sprzętów. Ok, przyznaję, jakiś czas temu, jak jeździłem na 125cc, przyjazd w miejsce, gdzie było dziesiątki maszyn poważnej pojemności robiło to na mnie ogromne wrażenie. Ale to był efekt WOW, który chyba przeminął. Obecnie motocykl jest dla mnie narzędziem, wołem roboczym, który ma mnie wozić. Podobnie jak samochód, którym na co dzień poruszamy się do sklepu czy do pracy. Po co miałbym patrzeć na inne woły? Zwłaszcza jak gro ich właścicieli na nich nie jeździ... Wygląd maszyny jest dla mnie coraz mniej ważny. Jest on o tyle ważny, że przy sprzedaży będzie trzeba pokazać nie zniszczony motocykl. Ale o żadnym pucowaniu rur nie ma mowy. Zdarza się, że motocykl nie widzi myjki przez kilka miesięcy. W innym okresie jestem na myjce co kilka dni ale bez jakiegoś specjalnego pieszczenia. Jakieś inne maszyny nie powiem, zerknę, niektóre nawet mi wpadają w oko. Natomiast daleko mi do tego WOW jakie było na początku. Mam to co mam, inni mają cos innego... no i co z tego? No własnie. Nic.

Jestem jakiś dziwny
No, jestem. Nie przesiaduję w garażu, nie pucuję lagów czy rur wydechowych. Jakbym miał co tydzień ustawiać gaźniki to bym chyba ten moto odstawił na pierwszy lepszy złom (...). Motocykl jest dla mnie wołem roboczym, który ma jeździć. A wygląd i inne wodotryski nie są dla mnie istotne. Może byłoby to ważne, gdybym bywał na zlotach, gdybym czuł potrzebę chwalenia się czego to ja nie mam... ale mam to gdzieś. Zlotów unikam bo nie ma tam niczego co by mnie interesowało. Przypomina mi to festyn... nie żebym miał coś do festynów. Po prostu wolę inaczej spędzać czas. Jakieś inne spotkania motocyklowe owszem - ale raczej w znanym sobie gronie, w kameralnej atmosferze. No i motocykl jak dla mnie nie jest od tego żeby stał tylko żeby jeździł. W związku z tym jak tylko mam możliwość to siadam na moto i jadę. Gdzie? - a jakie to ma znaczenie. Jak to jest teren Polski to po prostu wyciągam GPS i ustalam sobie jakąś krętą trasę na uboczu. Jak to jest dłuższa wyprawa to jest jakaś ogólna trasa przejazdu i jakieś planowanie ale bez przesady. Im więcej planowania tym więcej zmian tych planów po drodze... szkoda czasu! Jak mam czas i ochotę to "orientuję się" co jest ciekawego po drodze i w zasadzie tyle. No może jeszcze noclegi, w zasadzie miejsca gdzie mógłbym się położyć i nikomu nie przeszkadzać. Namiot to już luksus, na który nie zawsze jest czas i miejsce. Własnie ze względu na taki sposób nocowania lista osób, które chciałyby ze mną w ten sposób jeździć drastycznie się skraca. Faktycznie jestem jakiś dziwny...
Czy to po prostu moja sknerość? Być może. Nie lubię niepotrzebnie wydawać pieniędzy, jak każdy zdrowo myślący człowiek. A że jestem w stanie przeżyć pod chmurką ze 2-4 dni, nie rzadko bez kąpieli... to po prostu to wykorzystuję i mam pieniążki na inne rzeczy! Wiem, wielu się teraz oburzy, że ze mnie brudas, że śpi pod płotem... mam to gdzieś. Jeździjcie sobie po hotelach czy gdzie tam sobie chcecie. Ja sobie swoją przygodę układam po swojemu a w zasadzie pozwalam przygodzie samej się układać. Z całym szacunkiem ale byle frajer jest w stanie zarezerwować sobie miejsce w hotelu. Natomiast nie byle frajer jest w stanie przeżyć pod chmurką tydzień, dwa, trzy... to bardziej o to chodzi! Czy w związku z tym uważam się za kogoś lepszego? Absolutnie NIE!!! Tylko włącza mi się żyłka politowania jak widzę, gdy ktoś uważa mnie za kogoś gorszego od siebie. Moje zdanie na ten temat jest takie: każdy jest inny, każdy ma jakieś zalety i wady. Albo się to akceptuje albo nie. Ja akceptuję to, że ktoś uwielbia jeździć po wszystkich zlotach, że zamiast jeździć na motocyklu to go w garażu pucuje (...). Nawet akceptuję to, że ludzie jeżdżą sobie po okolicy na zaawansowanych motocyklach ADV z kuframi i pełnym wyposażeniem... nie rozumiem tego ale nie muszę tego rozumieć bo to nie moja sprawa. Skoro to sprawia komuś przyjemność to ja się cieszę 3x bardziej! Serio!
... tylko niech to działa w obie strony. Fajnie by było, jakby inni motocykliści akceptowali to, że nie mam ochoty jeździć po zlotach, że nie mam ochoty zakładać pełnego wyposażenia na motocykl jak mam do przejechania... się po okolicy. Że nie planuję sobie niemal żadnych noclegów po drodze, nie dlatego że mnie na to nie stać ale dlatego że lubię przygodę. Każdy nocleg jest inny i każdy jest przygodą. Natomiast każdy nocleg w hotelu czy u kogoś "na pokojach" to żadna przygoda i jak dla mnie żadna frajda. Oczywiście, jak umawiam się z kimś na jakąś wycieczkę i ten ktoś nie przywykł do takich atrakcji to nie kombinuję i nie ciągnę go na siłę pod chmurkę tylko idziemy spać gdzieś do ludzi... żeby nie było że jestem jakiś dziki!
Jedyne czego nie akceptuję to "terror w mieście". Sorki chłopaki, ale to jest niepotrzebne. Właśnie dzięki takim rzeczom w Polsce mamy opinię o motocyklistach taką a nie inną (np. dawcy nerek itp.). Ludzie (nie motocykliści) nie dzielą nas motocyklistów na tych którzy jeżdżą turystycznie i na tych co "dziczą". Po prostu widzą typa, który nie potrafi jeździć wolno tylko grzeje jak idiota... i opinia w świat leci: motocykliści to samobójcy, dawcy nerek itp. Ja się z tym zdecydowanie nie zgadzam ponieważ wpływa to również na mnie, na moją opinię. Zostałem wrzucony do jednego wora ze świrami, których zachowania nie akceptuję. Dlatego sorki chłopaki, ale nie jest mi żal jak rozwalacie swoje maszyny, jak zdobywacie kolejne punkty (tak, te u Policji)... jeżdżąc na motocyklu jesteście już dorośli i wiecie co robicie oraz wiecie jakie to może mieć konsekwencje. Olewacie to - Wasza sprawa. Ale ja tego nie akceptuję bo to dotyka również mnie.

Wystarczy już tych moich przemysleń. Mam nadzieję, że nikogo nie obraziłem, w każdym razie nie miałem takiego zamiaru. Liczę na Waszą inteligencję w tym względzie ;)

A co Wy myślicie na temat tego całego motocyklizmu? Temat i forma dowolna. Możecie pisać tutaj w odpowiedziach albo w nowym temacie, o ile będzie tego więcej i będzie to zgoła inna historia. Bardzo jestem ciekaw Waszego punktu widzenia.



Awatar użytkownika
MikiZ75
Aktywność:
Aktywność:
Posts w temacie: 4
Posty: 21
Rejestracja: 28 grudnia 2019, 21:30
Motocykl: GL 1800 + Venture 1300
Lokalizacja: Wrocław
Zodiak:

[PRZEMYŚLENIA] za zimno, nie jadę...

#680

Post autor: MikiZ75 » 21 lutego 2020, 18:31

No ale mi dokopałeś, szczególnie od "Teraz się zacznie..." ;) Masz rację i w pełni się z Tobą zgadzam a czytając zrobiłem sobie własną analizę i cóż, chyba zramolałem ;)
Tak aż stary nie jestem ale faktycznie, kiedyś było jakoś inaczej. Mając Jawkę 350 TS jeździłem nią do pracy i wyjmowałem ją jak znikał pierwszy śnieg a zdarzało mi się chować dopiero jak zaczynałem skrobać szron z siedzenia. Teraz w moim przypadku wygląda to trochę inaczej, bo mam auto służbowe, którym "muszę" jeździć. Jestem PH więc moja praca polega m.in. na pokonywaniu wielu kilometrów; poza tym muszę jechać do pracy piękny i pachnący (dress code) więc o dojeździe do pracy na moto nie ma mowy, bo jest to dla mnie nie praktyczne.
Drugi minus to garaż oddalony 30-45 min. od domu (czas dojazdu samochodem) stąd pozostają weekendy na przejażdżkę. Trzecia rzecz to żona, która pod tym względem jest trochę moim hamulcowym. Niby jeździ ze mną i lubimy robić to wspólnie ale czasami pojawia się jakieś ale...bo za daleko, za dziurawo (przewrażliwiona na to po operacji kręgosłupa) itp. A kolejna to fakt, że sam zrobiłem się trochę wygodny; bo pada, bo za zimno itp.

Stąd zapaliłem się na wyjazd na Bałkany (raczej bez żony), bo tak właśnie kiedyś się jeździło; sypiało się pod chmurką, jadło co popadło i najważniejsze było nabijanie kilometrów, i trochę na ten Wasz wyjazd patrzę z sentymentem; może w jakimś kolejnym roku.
Koledzy z Chorzowa (stara ekipa z lat 90-tych) ruszają na tydzień do Rumuni w czerwcu a ja..., a ja w tym czasie zawożę żonę i teściową na koncert Podsiadło, w którym też muszę uczestniczyć :( . Nie mam nic do Podsiadło, może mi się nawet będzie podobać ale teraz jest jakoś inaczej. Tak to jest w rodzinie, że musisz znaleźć kompromis.

Awatar użytkownika
MikiZ75
Aktywność:
Aktywność:
Posts w temacie: 4
Posty: 21
Rejestracja: 28 grudnia 2019, 21:30
Motocykl: GL 1800 + Venture 1300
Lokalizacja: Wrocław
Zodiak:

[PRZEMYŚLENIA] za zimno, nie jadę...

#681

Post autor: MikiZ75 » 21 lutego 2020, 18:42

Prawda jest taka, że nie ma złej pogody tylko ciuchy trzeba mieć odpowiednie.
Jeszcze w tym roku nie wyjechałem ale w GL-u właśnie wymieniłem oponę i jutro jadę wkładać nowe klocki. Opona już groziła pęknięciem przez rozstępy na bieżniku a klocki były przezroczyste więc bez tego ani rusz. Jako, że robię to jedynie po kilka godzin w soboty to trwa to bardzo długo ale...to co pisałeś o pucowaniu; to ja jednak mam tak, że musi się błyszczeć więc trochę stroję te swoje moto chociaż ani parady ani zloty mnie nie interesują. U mnie motocykl obecnie nie jest mułem roboczym i traktuję je jako dobra luksusowe, bo tak jak pisałeś; kosztują sporo a niestety stoją.
Przy Venture nadal dłubie ale chcę już ją złożyć na tip top. Jeszcze muszę odszukać dlaczego gra mi jeden jedyny głośnik z czterech i będę ją składać. Przegląd mam na GL na początku kwietnia i liczę na to, że w tym samym dniu pojadę na przegląd z Venture (rok bez przeglądu stoi w garażu).

Awatar użytkownika
szymekdan
Administrator
Administrator
Posts w temacie: 3
Posty: 343
Rejestracja: 30 marca 2016, 14:02
Motocykl: Triumph Tiger 1050 2011
Lokalizacja: Opole
Zodiak:
Kontakt:

[PRZEMYŚLENIA] za zimno, nie jadę...

#682

Post autor: szymekdan » 21 lutego 2020, 18:56

To, że ktoś sobie ma motocykl i sobie na niego patrzy i go pucuje... ok, niech sobie ma. Masz pełne prawo sobie pucować swój motocykl. Usprawnianie tego co nie działa to jest absolutnie normalne i na plus. Natomiast chyba nigdy nie zrozumiem ludzi, którzy mają naprawdę wypasione ADV, z wyposażeniem takim, że można Peru zdobywać... a nigdzie nie był, nigdzie nie chce być. To jeszcze jestem jakoś pojąć: miał kiedyś marzenie a teraz je spełnił... ok. Ale po jakiego grzyba ładuje na niego nawigację, komplet trzech kufrów i jakieś inne pierdoły, skoro jedzie parę kilometrów i za kilka godzin będzie z powrotem w domu...? Tego nie rozumiem. Mam kilku znajomych, którzy w ten sposób sobie jeżdżą. Jak ktoś ich nie zna to sobie pewnie pomyśli, że zjechali z pół świata. A kto ich zna to wie, że najdalej byli w Czechach. I to na jeden dzień bez noclegu. Gdzie tu sens? Ja na Junaczku 125cc robiłem dłuższe trasy, co prawda po Polsce ale jednak.

Ja mam to co mam, turystykiem bym tego nie nazwał, raczej coś na co dzień. A nie boję się na tym odjechać 3000km od domu. Mam gdzieś czy to się pobrudziło. Jak się uwali w błocie to podjadę pod jakąś studnię czy myjkę i go przepłuczę... jedynie na tyle może liczyć mój sprzęt. Muchy na szybie mam jeszcze ze Słowacji z lata 2019 ;P
... ale ja jestem inny ;P

PS.
To nasze spotkanie tam przed Zakopanem, w przeddzień wyjazdu... rozumiem aktualne...? ;)

Awatar użytkownika
MikiZ75
Aktywność:
Aktywność:
Posts w temacie: 4
Posty: 21
Rejestracja: 28 grudnia 2019, 21:30
Motocykl: GL 1800 + Venture 1300
Lokalizacja: Wrocław
Zodiak:

[PRZEMYŚLENIA] za zimno, nie jadę...

#683

Post autor: MikiZ75 » 21 lutego 2020, 19:09

Heh.. ja muchy zeszłoroczne też mam; chociaż nie słowackie, bo jakoś domyć moto nie mogę i w tym roku przymierzam się pierwszy raz pojechać moto na myjnie samoobsługową.
Mam w sobie pedantyczną naturę więc lubię mieć wszystko "podopinane" i nie lubię wyjeżdżać z garażu brudnym motocyklem; co innego w trasie. Mam nadzieję, że nie postrzegasz mnie przez pryzmat swoich znajomych, bo u mnie dwa moto pojawiło się z innego powodu a to, że obecnie stoją to już inna historia. Zrobi się ciepło (i nie będzie padać) to liczę, że gdzieś się spotkamy. Co prawda z Bałkanów się wypisałem ale w tym roku troszkę chcę pośmigać; oczywiście jak nie będzie padać ;) żartuje.
Co do spotkania przed Waszym wyjazdem to sądzę, że spotkamy się znacznie wcześniej.

Awatar użytkownika
szymekdan
Administrator
Administrator
Posts w temacie: 3
Posty: 343
Rejestracja: 30 marca 2016, 14:02
Motocykl: Triumph Tiger 1050 2011
Lokalizacja: Opole
Zodiak:
Kontakt:

[PRZEMYŚLENIA] za zimno, nie jadę...

#684

Post autor: szymekdan » 21 lutego 2020, 20:45

No to gitara. Czekam na propozycje.

A z tych co wolą wyglądać zamiast jeździć to ja się co najwyżej śmieję. Niech sobie żyją po swojemu ;)

Awatar użytkownika
MikiZ75
Aktywność:
Aktywność:
Posts w temacie: 4
Posty: 21
Rejestracja: 28 grudnia 2019, 21:30
Motocykl: GL 1800 + Venture 1300
Lokalizacja: Wrocław
Zodiak:

[PRZEMYŚLENIA] za zimno, nie jadę...

#685

Post autor: MikiZ75 » 22 lutego 2020, 06:21

A tak na poprawę nastroju do Twojego posta (z Twojej "branży"): https://youtu.be/D2qhM_LgnBc ;)

Skasowanu użytkownika 1387

[PRZEMYŚLENIA] za zimno, nie jadę...

#692

Post autor: Skasowanu użytkownika 1387 » 01 marca 2020, 22:20

szymekdan pisze:
21 lutego 2020, 18:56
Natomiast chyba nigdy nie zrozumiem ludzi, którzy mają naprawdę wypasione ADV, z wyposażeniem takim, że można Peru zdobywać... a nigdzie nie był, nigdzie nie chce być. To jeszcze jestem jakoś pojąć: miał kiedyś marzenie a teraz je spełnił... ok. Ale po jakiego grzyba ładuje na niego nawigację, komplet trzech kufrów i jakieś inne pierdoły, skoro jedzie parę kilometrów i za kilka godzin będzie z powrotem w domu...? Tego nie rozumiem.
Na szczęście tym różnimy się np. od odkurzacza, że z "fabryki" wychodzimy totalnie różni, choć czasem bardzo podobni w pewnych względach. Dzięki temu ten świat jest bardziej barwny i ciekawy, a mnie np. łatwiej wpasować się, czy dograć się z najbardziej odpowiadającą mi grupą społeczną, a inne po prostu zignorować, żeby zdrowia i czasu niepotrzebnie nie marnować i jednak nie mącić swoją obecnością w tych wspaniałościach metafizycznych ;)
Nie rozumiem np. gościa, który starym japońskim motocyklem wybiera się na Syberię. Nie rozumiem, bo wiem nawet nie będąc tam, ze w -50 stopniach ten motocykl nie odpali. Wiem, nie będąc tam, że gość po kilku dniach odmrozi sobie członki, a nos zacznie mu pływać jak kluska w rosole itp,itd
Nie rozumiem co gość chce innym udowodnić, albo sobie tym przedsięwzięciem. Nie przyklaskuję mu w mediach społecznościowych, nie rajcują mnie takie zajawki, ale szanuję jego decyzję i fakt, że musi widocznie"z czymś się zmierzyć......Jeżeli kiedyś nasze drogi się skrzyżują, to chętnie podam mu dłoń i powinszuję, ale tak naprawdę, to nie zawracam sobie nim i jego wyczynami głowy.
Spotkałem kiedyś na Zaporze Goczałkowickiej kolesia, który pojechał Komarem do Maroka. Super, fajnie, pogadaliśmy ze 3 godziny, ale pomimo szacunku dla jego wyczynu, ja bym to wolał zrobić na Giejesie albo jakiejś Africe Twin ;) Jego poczynaniami też nie zawracam sobie głowy i nie snuję zbędnych wynurzeń, nie interesuje mnie to, ale szanuję faceta.
Podobnie jest z ludźmi którzy mają pieniądze i dzięki temu mogą realizować jakieś swoje niespełnione marzenia lub inne fanaberie.
Przywilejem ludzi mających pieniądze, albo ich nadmiar, jest fakt, że mogą sobie pozwolić na zakup pewnych rzeczy/przedmiotów, tylko po to żeby je po prostu mieć, i często po nawet krótkim czasie zapominać o tym, że je mają, niezależnie od ceny, zastosowania itp, itd.
Niestety albo i stety punkt widzenia często zależy od punktu siedzenia i widzę to choćby po sobie.
Niektórzy, tak jak np. ty mają problem ze zrozumieniem tego zjawiska. Ja np. nie mam z tym żadnego kłopotu.
Mam przyjaciela, który ma chyba wszystko, a nawet za dużo do normalnego funkcjonowania w/g mojej oceny. Tak przynajmniej mi się wydaje patrząc na to wszystko z boku. Znamy się od dziecka, bo znali się nasi rodzice i tak jakoś wyszło ;) On osiągnał wielki sukces, a ja nie ;)
Prowadzi on bardzo poważne interesy, co przekłada się na jego status majątkowy. Zasobne konta, piękny dom w którym właściwie mógłby ugościć mieszkańców dosyć dużej wioski afrykańskiej, letnią posiadłość na teneryfie. itp itd
Ma też w garażu np. 4 luksusowe samochody znanych marek,z czego dwa są z jakże teraz modnego segmentu SuperCars, dwa motocykle znanej niemieckiej marki, do użytku codziennego, kilka motocykli o statusie mebli w salonie, małą kolekcję klasycznych Porsche, często nad aglomeracją śląską lata swoją prywatną Cesną.
Tak jak pisałeś, te motocykle( do użytku codziennego rzekomo) mają wszystko, co jest możliwe do dołożenia w kwestii wyposażenia.
Znajomy wchodzi do salonu i kupuje nówkę bawarkę o wartości kawalerki, albo i lepiej.
Pan sprzedawca wyczuwa piniondz i poleca zestaw bagażowy, kufry, torby, sakwy do kufrów, o wartości twojego tigera, a kolega na to poproszę, może się przydać. No to jak już pan może zabrać bagaże, to przyda się nawigacja. A owszem przyda się biorę. Jeździ Pan z żoną, prowadzi zdalnie interesy, przyda sie interkom na pogaduszki.....a przyda się poproszę itepe, itede ;)
Przebiegi mają powiedzmy znikome. Jeden z nich ma nieco więcej, bo zaliczył jedną wycieczkę na Korsykę czy Sycylię(nie pamiętam), jak kolega się napalił na moto podróżowanie.
Jak piliśmy razem piwko po jego wycieczce, a on chwalił się mnie i innym swoim znajomym przygodami, jeden z gości mówi: Panie Wojtku, motocykl?? Motocykle są już niemodne, ja kupiłem sobie kampera, to jest dopiero zabawa.
Szast prast, za kilka tygodni na placu stoi kamper, motocykle odchodzą trochę na dalszy plan.
I tak mógłbym opowiadać w kółko, ale gość może sobie na to pozwolić i wydaje mi się, że gdybym był w jego skórze postępowałbym prawdopodobnie tak samo......ale w obecnej sytuacji ten sprzet tam sie marnuje, ja bym go pomimo mojej biedy lepiej wykorzystał ;)

Tak samo z tym zimnem, deszczem i innymi niedogodnościami na motocyklu. Jeżdżę nieprzerwanie 27 lat na jednośladach. Od demobilów, po "ścigacze", nakedy, turystyczne enduro, cruisery, stare graty, motocykle nowe testowe itp, itd. Wiele widziałem, wiele przeżyłem, od wypadków, po jazdę na jednym kole, po śnieg, upał, zimno, ulicznych Rossich, imbecyli bez żadnych umiejętności technicznych, którym zawsze opona nie grzeje, albo mają luz na główce ramy, albo boli ich ramię, a tak naprawdę brak im techniki i wiecznie ślimaczą się z tyłu, po mędrców od ochrony osobistej na motocyklu itp....itd....tere fere...
I właściwie mogę śmiało powiedzieć, że pomimo tego, że motocykl jest obecnie bardziej narzędziem do wykonywania konkretnych zadań, to nadal sprawia mi przyjemność i chce żeby tak zostało. Uważam, że obecnie jestem na takim etapie, że nie muszę niczego sobie w tej materii udowadniać, a innym to już w ogóle, bo i po co? Nie uważam się za motocyklistę , w dupie mam całe to rzekome "środowisko" otoczkę, mistykę, ideologię i całe to środowisko motocyklowe, bo nie jest mi to do niczego potrzebne i w zasadzie w niczym mi nie pomaga. Rzadko [piiiiii] innym na drodze, bo jest ich za dużo i nie chce mi się graby podnosić. Nie mówię ziomkom po fachu cześć na stacji benzynowej i nie wdaje się w debaty ze spotkanymi na trasie bajkerami,że jednak KTM jest lepszy od Giejesa, a Castrol, to miał dobre oleje, ale 10 lat temu.......
Lubię jeździć kiedy jest dobra pogoda, przyjemne ciepełko i jak widać na ulicach dziewczyny w skąpych, letnich strojach. Nie cierpię deszczu i wszystkiego co temu towarzyszy, a zwłaszcza tego, że dziewczyny mają wtedy odzienia przeciwdeszczowe, które za dużo zakrywają.
Jak rano wstaję i pada, to włażę z powrotem pod kołderkę, po co sobie dupę zawracać, zakładaniem tych wszystkich strojów, przeciwdeszczówek, uważać na drogowe pułapki, później motór upierdzielony, a ja zestresowany.......lepiej z żoną pod kołdrą pobuszować......
Nie dziękuję jednak. Pojadę jutro, albo dziś, ale samochodem, bo mam trzy, to coś wybiorę i na łeb jednak nie leci ;)
A jak ktoś się z tego czy ze mnie śmieje, to niech się śmieje. Jak ma mu na zdrowie wyjść, to tego mu życzę(chociaż to jemu wtedy leci po jajkach) :)
Jak jest zimno, to też nie lubię i jak nie muszę, to jednak znowu wybieram samochód, a najlepiej żonę pod kołdrą i jej koleżankę ;)
Kaźmirz znowu się śmieje, czuje się lepszy, że on prawdziwy, niezłomny, jedyny i ostatni motocyklista w tym grajdołku i ten Ber Grils to przy nim fujara......................a niech se tak myśli, mnie to lotto ;)

ODPOWIEDZ